wtorek, 1 kwietnia 2014

Kupię -sprzedam. W poszukiwaniu auta dla rodziny!

Ile można męczyć się z jazdami pięcioosobowym autem, przystosowanym do bezpiecznego przewożenia max dwójki dzieci gdy jest nas sześcioro? To męczące i kosztowne, bo nie dość że po dwa razy mąż musi jeździć, to opieka na miejscu dla dziewczynek musi być na czas, gdy mąż zawróci i przyjedzie po mnie i po chłopców. O paliwie już nawet nie wspominam, bo i po co. Jasne jest, że jak się zamiast raz, zawsze dwa razy w każdą stronę obraca to koszta są większe - dużo większe niż normalnie. 

Chciało by się pojechać nad jezioro, ale nie da rady - bo jak. Tam opieki nie uświadczysz, dzieci samych nie zostawimy, a w szóstkę jechać zamiaru nie mamy. Marzy się jazda nad morze i znów ten sam problem. W zeszłe wakacje tylko w ZOO byliśmy, i to dlatego że Wujek z Ciocią ofiarowali wsparcie w postaci drugiego auta i połowę dzieciaczków zabrali swoim wozem.  Większa rodzina, bez odpowiedniego wozu nie ma gdzie szaleć, nie ma jak zwiedzać, jak zapewnić atrakcje dzieciom, gdy albo jedzie jeden rodzic i tylko dwójka dzieci, albo nie jedzie nikt ... Nadszedł w końcu ten czas gdy powiedzieliśmy dość! I zabraliśmy się za poszukiwania auta na miarę naszej rodziny. 

Wertowanie ogłoszeń nie jest w sumie złe. Ogłoszeń jest multum, super zdjęcia, bajeczne opisy, jeszcze przewertowanie pod względem ceny i mamy swoje typy. Teraz tylko telefon i zostaje dzwonić.  Biorę więc telefon, siadam wygodnie w miejscu w którym mam zasięg i dzwonię po kolei do ogłoszeniodawców. Jak to wygląda w praktyce?  

Wiszę nad biurkiem komputerowym z twarzą przyklejoną do monitora bo tylko tam ten zasięg jest. Broń Boże nie mogę się poruszyć, głośniej odetchnąć, byle telefon nie drgnął, bo urwie mi rozmowę w połowie i nie wiadomo kiedy ten zasięg odzyskam. Ale to nie istotne. Wybieram numer. Mamoooo ... jeeeeść .... no dobra, zadzwonię za chwilę.  Idę do kuchni, robię talerz kanapek, zabezpieczam się czterema kubkami z piciem, stawiam to wszystko przed Kropelkami, ustawiam się w pozycji do dzwonienia ... Mamoooo, Janek wylewa !!!! Mamoooo!!!!. Dobra, zadzwonię za chwilę. Pacyfikuję Janka, zabieram kubek, daję się napić, kubki chowam wysoko, wycieram zalaną wersalkę, idę dzwonić. Ustawiam się w pozycji do dzwonienia,  wybieram numer, już słyszę sygnał ...  Mamooooo! Mam pupę! Mamoooooo! Pupę mam blech ... no dobra, zadzwonię za chwilę. Biorę trzy pampersy, siadam na mokrej jeszcze wersalce, przygotowuję stanowisko operacyjne, hurtem przewijam całą trójkę,  przebieram chłopców bo nie zmieścili się w swoim rozmiarze i wyszli poza strefę bezpieczną pampersa z jego zawartością, wynoszę pampersy, ciuszki wkładam do kosza na pranie i idę dzwonić. Ustawiam się w pozycji do dzwonienia, wybieram numer, już słyszę sygnał,  - Dzień dobry, dzwonię w sprawie ogłoszenia dotyczącego sprzedaży samochodu AaaaaaaAaaaaAAaaaaa ... słucham? AaaaAaaaaaaaAaaaaaa ... nieaktualne? DoAaaaaaAaaaaaaAAaaaaaawidzenia. Janek i Oskar trzymają mnie za nogi, jeden trzyma się za rękę, drugi za policzek, obaj wyją  wniebogłosy. No tak, znowu się pożarli.  No dobra, nie tyle pożarli co pogryźli ... znów będą mieli siniole.  Uspokajam jednego i drugiego, prowadzę do ich pokoju, zajmuję zabawkami ... bawię się z nimi, usypiam, robię obiad, mąż wraca z pracy, jemy obiad, bawimy się z chłopcami, karmię, usypiam ... mąż w międzyczasie wertuje jeszcze raz ogłoszenia i dopisuje mi do listy kolejne numery. Jest 21. Ustawiam się w pozycji do dzwonienia, wybieram numer, już słyszę sygnał, Dzień dobry, dzwonię w sprawie ogłoszenia .. tak aktualne? A mógłby Pan coś więcej powiedzieć na temat ... aha, to cena dotyczy tylko silnika? Ale w ogłoszeniu nie było ... a nie miał Pan czasu, rozumiem, do widzenia i dobranoc ... numer drugi, dzwonię ... aaaa, ale pisze Pan że sprawne ... rozumiem ... sprawne tylko skrzynia biegów do wymiany i gaśnie bez powodu ... aha, a to nie, dziękuję,  do widzenia i dobranoc. Kolejny numer ... i kolejny ... kolejny ... a to nie ma książki serwisowej ale na pewno autko jest dobre bo mi kolega sprowadzał ... a to cena inna niż w ogłoszeniu, a to nieaktualne, to też sprzedane, to niby Lębork, ale nie Lębork bo obejrzeć można jakieś 200 km dalej ... z całej wielkiej listy robi się listeczka. Umawiam się na spotkania, zabieram męża, tatę (a raczej oni mnie) - jedziemy oglądać. 

W ogłoszeniu piszą ... "AUTO NA CHWILĘ OBECNĄ NIE WYMAGA WKŁADU FINANSOWEGO, KAROSERIA NIE POSIADA OGNISK KOROZJI, ZAWIESZENIE ORAZ UKŁAD JEZDNY BEZ ZARZUTÓW, TAPICERKA BARDZO CZYSTA I ZADBANA, ..." a auto nawet na dachu przerdzewiałe, ma w środku skóry, a raczej to z nich pozostało, na masce wgłębienie wielkości średniego meteoru, nadkola trzymają się chyba na dobrej chęci sprzedającego by je w kocu opchnąć i tak w kółko.  IGIEŁKA  tylko ma walniętą elektronikę i tylko czasami na środku miasta gaśnie bez powodu powodując częste wizyty u mechanika, to znów skrzynia biegów nie działa, znaczy działa tylko biegi wchodzić nie chcą ale to przecież żaden problem ... przecież to można naprawić ... . Blacharsko stan idealny ma drzwi pasażera wgniecione tak że dla pasażera miejsca w aucie brak bo przecież są tam drzwi, a technicznie idealny samochód chodzi głośniej niż traktor na polu i w dodatku coś w nim strzela, ale nie mamy się tym przejmować bo tak już jest, ale to nic poważnego na pewno nie jest ... więc o co chodzi. 

Chcecie kupić samochód? Kupcie nowy - prosto z salonu. A jak was nie stać, to szukajcie najtańszej opcji, weźcie do ZAUFANEGO mechanika, i zróbcie w nim wszystko od początku do końca. Tak będzie chyba najrozsądniej. A ja idę relanium dokupić. Przyda mi się po tych poszukiwaniach  ... najlepiej w kilogramach ... albo jak by ktoś miał cysternę ... 

źródło: internet

19 komentarzy:

  1. Tez powoli zaczynamy się zastanawiać nad większym autem, ale my sprawę mamy ułatwioną, bo szwagier blacharz, stary mechanik to i rozbitka wyklepią na cacy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ej, no to z taką ekipą cokolwiek wybierzesz to będzie ideał :) Swoją drogą tacy fachowcy w rodzinie to skarb :)

      Usuń
  2. Głowa mnie boli jak pomyślę o poszukiwaniach auta :/ w zeszłym roku to samo i w tym chyba znowu nas to czeka a te ogłoszenia...właśnie... najlepiej z zagranicy. Nie kupujcie tego ze zdjęcia pliss to francuz! :) Polecam forda galaxy, poczytajcie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ! Francja to kraj miłości :) U nas wiadomo, najważniejszy będzie stosunek ceny do jakości przy niewielkiej portfela zasobności :D

      Usuń
  3. Ja mam z tym spokój, że tak powiem :P Mąż pracuje w jednej marce którą zresztą jeździłam, mam o niej zdanie wyrobione ;) Nie jest tragiczna ale... On zadowolony, mówi, że wszystko zależy od silnika.
    Mówię oczywiście o tym co masz na zdjęciu :P
    Generalnie po moich doświadczeniach to na nie jestem jeśli chodzi o Ople i Fordy - zdecydowana maniana.
    Ja kocham inną markę - skrzywdzoną ;) I właśnie przesiadam się na ciut większe i doczekać się nie mogę aż się przesiądę ;) Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdradź tajemnicę którą markę tak kochasz :) Bo mnie ciekawość zżera :) My do tej pory byliśmy wierni dwóm markom. Renault i VW :)

      Usuń
    2. Dobra, nie zdradzaj :) Pomroczność jasna mnie opuściła i doznałam olśnienia ... przecież ja wiem co ty tak kochasz :D Czytałam przecież :)

      Usuń
    3. A! Ja wiem czy skrzywdzoną? Mało popularną po prostu :) Ale za to jaką ma prezencję ... mmmmm :)

      Usuń
    4. My mamy opla i zadowolni bardzo nigdy nas nie zawiódł:-)Ja jak najbardziej lubię opelki:-)

      Usuń
    5. Gdyby wszystkim podobały się te same samochody branża motoryzacyjna miała by się ciężko :)

      Usuń
    6. Haha :) Coraz popularniejsza, ale skrzywdzona opiniami bardzo, oj bardzo ;)
      A Ty to ja mój mąż. VW kocha nad życie, Renault jeździ i siłą rzeczy kochać musi ;)

      Usuń
  4. My też w poszukiwaniu auta,ale cieżko też to idzie:-(((Buu

    OdpowiedzUsuń
  5. Jedno jest pewne - czeka Was trudna decyzja i nie mały wydatek. Oby trafić na dobre sprawne autko, które nie będzie wiązało się tylko z kosztami. Życzę udanych połowów - MG :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, te koszty później ... awarie, usterki, naprawy ... to przeraża nas najbardziej. Nasz passacik był dla nas pod tym względem na prawdę łaskawy! Robiliśmy to co trzeba wtedy kiedy trzeba, ale żadnych "niespodzianek" z nim nie mieliśmy. Ba! Nawet mój tato po ostatniej wyprawie do Gdańska bardzo go pochwalił, a to już na prawdę wyróżnienie :)

      Usuń
    2. My niestety na swojego Golfa dobrego słowa powiedzieć nie możemy. Tuż przed ślubem wpakowane było w okresie półrocznym 6 tysięcy w niego. Niestety teraz nie ma mowy o jego sprzedaży bo wszystko już w zasadzie jest w nim wymienione... Jak chodzi to szkoda się teraz go pozbywać, żeby może trafić na gorszego. Niestety nie był to zakup trafiony bo po roku strasznie nasz budżet obciążył do tego stopnia, że 2 razy go kupiliśmy. Nawet nie chce się wspominać...

      Życzę Ci, aby w Waszym przypadku tak nie było!

      Usuń
    3. Nasz golfik też był felerny, ale to pierwsze własne autko było :) I mimo że felerny i ciągle zawodził, to żal było się z nim rozstawać :)

      Usuń
  6. Mogę polecić seata, mamy już drugiego i są niezawodne a i mają silnik vw więc jeden z najporzadniejszych. Trzymam kciuki za dobry wybór :-)

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się z każdych odwiedzin, z każdego komentarza. Zapraszam Was do siebie licząc po cichu, że spodoba Wam się w naszym małym magicznym świecie :)