
Miałam może 17 lat. Może jeszcze ciut mniej? Gdy po raz pierwszy poczułam, że coś jest nie tak. Moje ciało, dojrzewające, kwitnące, nie było takie, jak powinno być. Wiedziałam, co się dzieje, ale bałam się. Co kąpiel sprawdzałam, z nadzieją że zniknie. Że znikną. Że się wchłoną. Że problem rozwiąże się sam. Głupia gówniara. Pół roku zwlekałam, żeby powiedzieć rodzicom, że coś się dzieje. Pół roku i było by dłużej, gdyby mój chłopak nie trafił na wpis w pamiętniku. Na ten wpis, od którego zaczęłam i dzisiaj.
Jaka byłam zła, że przeczytał ... . Jaka byłam wściekła, że się dowiedział! Jak bardzo płakałam, gdy powiedział, że to przecież nie ważne co będzie dalej, byle coś było. Jaką ulgę poczułam, że w końcu nie jestem z tym sama. W końcu, ze wstydem powiedziałam rodzicom, że coś się chyba dzieje. Czego się wstydziłam? Do dziś, tak na prawdę nie wiem. To on ruszyli machiną badań, diagnostyki, byli ze mną przy biopsji i czekali ze mną na skalpel, na wynik, na nadzieję ... . Oni i On.
Tamta pierwsza zmiana, okazała się łagodną. Tak samo, jak kolejne, bo było ich już kilka. Ale gdyby ta pierwsza zmiana, pierwsze zmiany, powinnam powiedzieć, bo w trakcie operacji okazało się, że jest ich więcej, gdyby nie była łagodna ... . Gdyby ta zmiana była złośliwa ... to pół roku ... wiecie.
Badajcie się. Uczcie swoje córki i swoich synów. Obok tematu dojrzewania poruszajcie też temat samobadania. Naturalnie. Bezwiednie. Niech wejdzie wam to w krew i w nawyk. By dzieci nie bały się przyjść i powiedzieć wam, że coś jest nie tak. Że z ich ciałem dzieje się coś złego. Żeby zareagować na czas. Tak. Lekarze często bagatelizują. Lekarka rodzinna machnęła ręką, ale dla spokoju dała skierowanie do onkologa. To pewnie nic takiego ... . Za młoda jesteś. Onkolog też był sceptyczny. Toż ty niepełnoletnia jeszcze jesteś. Z takimi problemami przychodzą kobiety po czterdziestce, pięćdziesiątce. Pierwszy raz poszłam sama. Odesłali mnie. Miałam przyjść z rodzicem. Chirurdzy nie wierzyli. To jakiś błąd. Nie możliwe. Na oddziale są same dojrzałe kobiety, gdzie tam ty, taka młoda ... .
Badajcie się. Uczcie swoje córki i swoich synów. Obok tematu dojrzewania poruszajcie też temat samobadania. Naturalnie. Bezwiednie. Niech wejdzie wam to w krew i w nawyk. By dzieci nie bały się przyjść i powiedzieć wam, że coś jest nie tak. Że z ich ciałem dzieje się coś złego. Żeby zareagować na czas. Tak. Lekarze często bagatelizują. Lekarka rodzinna machnęła ręką, ale dla spokoju dała skierowanie do onkologa. To pewnie nic takiego ... . Za młoda jesteś. Onkolog też był sceptyczny. Toż ty niepełnoletnia jeszcze jesteś. Z takimi problemami przychodzą kobiety po czterdziestce, pięćdziesiątce. Pierwszy raz poszłam sama. Odesłali mnie. Miałam przyjść z rodzicem. Chirurdzy nie wierzyli. To jakiś błąd. Nie możliwe. Na oddziale są same dojrzałe kobiety, gdzie tam ty, taka młoda ... .
Może to nic takiego, a może to jednak coś? Choroba nie wybiera. Stary, młody ... wierzycie, że jest różnica? Nie bagatelizujcie i nie pozwólcie bagatelizować. Każdą jedną zmianę trzeba sprawdzić.
Od tego czasu minęło już dobrych kilkanaście lat. Wciąż czuję się, jak chodząca bomba zegarowa. Wciąż się sprawdzam. Wciąż się kontroluję. Wciąż się boję. I choć od kilku lat, żadna zmiana się nie pojawiła, to wciąż nie czuję spokoju.
Ten strach, zostaje w człowieku.
Tak jest choroba nie wybiera i nie zależnie od tego ile byś nie miał pieniędzy przechodzisz to samo...
OdpowiedzUsuńTo prawda. Choć pieniądze mogą znacznie przyspieszyć diagnozę ... . Ale to już inna historia.
UsuńNa pewno życie w strachu nie jest fajne. Życzę zdrowia i spokoju 😃
OdpowiedzUsuńTo nie tak, że człowiek boi się cały czas. Ale zawsze gdzieś z tyłu głowy siedzi myśl, że trzeba. Trzeba sprawdzić, skontrolować, upewnić się. Trzeba zbadać.
UsuńPrawdziwy strach czuję, gdy coś jest i mam się dowiedzieć - co. Gdy idzie się na zabieg i nie wiadomo, czy obudzisz się z piersiami, czy bez. Tego tak na prawdę nie wiadomo, dopóki chirurg nie zajrzy do środka. I potem, gdy trzeba odebrać wyniki badań histopatologicznych. Gdy trzeba stanąć twarzą w twarz z tym, co drzemie w środku. Gdy to zyskuje nazwę i stopień złośliwości.
rzeczywiście, póxniej czlowiek juz jak na bombie, dobrze, ze dobrze się skończyło! dobrze, że uczulasz innych, tak często lekceważymy te zdawaloby się niegroźne symptomy...
OdpowiedzUsuńLekceważymy, odkładamy badania na potem, bo przecież nic się nie dzieje, nic nie boli ... a potem, często już jest za późno.
UsuńPozdrawiam!!
Dosyć często sama się badam, na kontrole do gina też chodzę, internistę też od czasu do czasu odwiedzam - a co! Trzeba o siebie dbać! Tym bardziej, ze jestem w gronie wysokiego ryzyka - mam koniecznie onkologa odwiedzić, ale dopóki karmię synia nie mam po co, muszę pamiętać by go odwiedzić, jak przestanę karmić.
OdpowiedzUsuńOdwiedź odwiedź. Ja też jestem dodatkowo obciążona genetycznie. Mamy dla kogo się starać o zdrowie :)
UsuńNa mur beton odwiedzę, tylko na razie muszę się nacieszyć tym karmieniem synia :)
UsuńTo wiadomo :)
UsuńNie jest fajnie się bać, ale prawda jest taka, ze teraz to nie wiesz kiedy a dopadnie Cię jakaś choroba...
OdpowiedzUsuńDokładnie. Lepiej być ostrożnym, niż lekceważącym :)
Usuńdobrze że się podzieliłaś tym doświadczeniem - może właśnie któraś przeczyta ten wpis i zdecyduje się na badanie!
OdpowiedzUsuńchoroba dopadnie każdego
OdpowiedzUsuńteż będę uczulać swoje córki na takie sprawy
W końcu tomy, rodzice, dajemy w tym kierunku pierwszy i najlepszy przykład :)
UsuńPozdrawiam!!