środa, 7 stycznia 2015

Lawina

Kiedyś chodzili, trzymając się za ręce. Z błyskiem w oczach, szukali możliwości, by być bliżej, mocniej, by czuć więcej i silniej. W dzień deklarowali sobie dozgonną miłość, nocą słowa nie były im potrzebne. Tak miało być zawsze. Dni i noce, przepełnione szczęściem i namiętnością, splecione razem niczym pędy winorośli. Nierozerwalne, nierozszczepialne, połączone ze sobą na wieki.  Nie zauważyli, kiedy w ich  życie wdarła się codzienność. Kiedy przyjemność, stała się rutyną, prawo, obowiązkiem, a oni, dwiema odrębnymi osobami. O różnych poglądach i potrzebach.



 Szukali winnych, rozglądając się dookoła. Może to praca, może ten kredyt cholerny? Może to dzieci, a może choroba ... ? Nie mogli znaleźć, krążyli więc bliżej, coraz bliżej szukając, coraz bardziej patrząc na siebie wilkiem. 
- To Twoja pasja, durnowaty nałóg!
- To twe potrzeby, bo chcesz  wciąż za dużo! 

Wykrzykiwali wobec siebie coraz gorsze słowa, coraz bardziej raniące, zadając ciosy coraz bliżej serca. Lecz wciąż patrzyli za daleko. Ich uczucia, powoli pokrywały się kurzem. Oczy zasnuwała coraz grubsza, coraz większa pajęczyna znużenia i rutyny. Pajęczyna o tyle zgubna, że zasłaniała widok na prawdę, izolując ich  od siebie coraz dalej i dalej. Jeszcze gdzieś w głowie, telepała się świadomość, że to przecież On, że to przecież Ona. Lecz wzrok mówił, że nic ciekawego tam nie ma. Ot, staroć jakaś, nie warta poświęcenia czy uwagi. Tracili z oczu Kochaną osobę, coraz częściej patrząc przez pryzmat siebie. Bo przecież Ja mam ciężko, Ja mam źle, Ja jestem zmęczona, Ja ... . A Ona/On? Przecież i tak, nic takiego nie robi ... nic nie daje od siebie ... przecież i tak, nikogo tam nie ma ... 

 Przybywa obowiązków, przybywa kłopotów, utrapień, każdy dzień, niesie ze sobą to samo, a namiętność wygasa, zakopana w popiołach codzienności, rutyny, zasypana piaskiem sprzeczek. Internet pełen jest rozpaczliwych prób zrozumienia. Bo on wciąż pracuje. Bo ona nie chce już tak często jak kiedyś. On się odsuwa, ona się odsuwa i każde widzi winę ... w tej drugiej osobie.

Myśli. To od nich się wszystko zaczyna. Ukryte potrzeby i pragnienia, przemilczane troski i żale. Bo on nie ma czasu. Bo ona nie ma czasu. Bo on powiedział, a ona zrobiła ... W głowie coraz bardziej szumi a w sercu rośnie i coraz boleśniej pulsuje kula gniewu. Nie wypowiedziane o czasie, nie przekazane dalej rosną, z małych igiełek tworząc belę gniewu i złości.

Mowa. Wybucha, gdy jest już za późno. Z ust płynie fala żółci i goryczy. Igły jadu wchodzą głęboko i jeszcze głębiej ranią. Druga strona nie rozumie, próbuje się bronić, uwalnia swoją kulę gniewu. Znów słowa, tnące serce jak żyletki, na milion drobnych kawałeczków. Niepowstrzymane, nieprzemyślane, tak na prawdę nie szczere. W momencie wybuchu, mają tylko jeden cel. Zranić. Sprawić, by druga osoba czuła ten sam ból i gniew. 

Uczynki - kolejne igiełki, delikatnie strugane w jednym, doskonale wymierzonym celu. Mają zranić. Mają dotknąć. Mają zmusić drugą stronę do działania, do jakiejkolwiek reakcji. Może wywołam zazdrość, może wywołam gniew, może on, ona się ocknie, zrozumie w końcu co traci. Dorzucamy do igieł gwoździe, wbijając je w pozostałe przy życiu kawałki serca. W końcu, zamiast niego zostaje głęboka jama bólu. 

Bólu, za którym idzie zaniedbanie. On, ona, przestają się liczyć. Wmawiamy to sobie usilnie, na siłę wklepujemy do głowy powtarzając jak mantrę listę grzechów drugiej osoby. Na okrągło i wszystkim wokoło.  Grubą krechą przekreślamy bliskość. Grubą krechą przekreślamy potrzeby. Ignorujemy, wiedząc że to, to właśnie zrani najmocniej, najbardziej. Staramy się chronić w ten sposób swe serce. Lecz czy jest jeszcze co chronić? Czy coś z niego zostało?Czy tak musi się skończyć to, co kiedyś było tak piękne?

Źródło zdjęć:internet

22 komentarze:

  1. ...dlatego trzeba wcześnie reagować. W większości wypadków najtrudniejsze są pierwsze 2 lata bycia razem. Jeśli ktoś wtedy umiał być, to pewnie sobie przypomni i dojdzie do porozumienia. Chociaż każda poważna zmiana w życiu może spowodować dodatkowe różnice i przeszkody do przejścia.

    Mimo, że ścieżka postępowania, którą opisałaś tak właśnie wygląda, nie wszyscy chcą się zajmować jej uleczeniem. Chcą od razu i bez myślenia. Tacy są ludzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te przeszkody pojawiają się chyba cały czas, raz mniejsze, raz większe. Pytanie, czy stając w ich obliczu, wybierzemy taką, czy inną drogę. Ale często, niestety, wybieramy właśnie tą. Wbrew pozorom, jest wygodniejsza. Tylko że nie prowadzi tam, gdzie byśmy chcieli.

      Ps. Pisząc my, mam na myśli ludzi, nie nas - personalnie ;)

      Usuń
    2. Łatwiej żyje się z rozwiązanymi problemami, mimo wszystko.

      Usuń
    3. To prawda, niektórzy wolą jednak uciekać.

      Usuń
    4. własnie wola uciekac szukac innych chociaz kochaja ta osobe wola unikac trudnych spraw ...wybieraj wojne choc juz młodzi nie sa....szkoda

      Usuń
    5. Myślę, że to przez nieumiejętność rozmowy niestety. W takich sprawach nie ma czasu na pośpiech, na niedomówienia. Potrzeba czasu i wielu rozmów. Często niewygodnych. A my lubimy to co wygodne i łatwe. Niestety. Związek, każdy związek potrzebuje wkładu obu stron, poświęcenia, zrozumienia i dialogu.

      Usuń
  2. Czy ty aby mnie nie opisałaś?

    OdpowiedzUsuń
  3. Z początku myślałam, że opisujesz jakąś książkę. No ale to o życiu piszesz. Tak to już czasem jest, zdarzają się i takie momenty w życiu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, o życiu. Na szczęście, nie o moim. Choć mam, mam tendencje, do wybierania tego kierunku, bo urazy chowam w sobie, siedzę cicho, do czasu. Na szczęście mąż mnie zna na tyle dobrze, że nawet jak za długo jest cisza, to mnie tak wkurzy, nie raz specjalnie, żebym mu wszystko powiedziała co mi nie pasuje. A potem sadza mnie na przeciwko i rozmawiamy. On, to jednak ma do mnie cierpliwość!

      Usuń
    2. Widzisz, nasi mężowie jednak nas dobrze znają, bo mój też ma na mnie sposób, nawet jak powiedzieć nic mu nie chcę.

      Usuń
    3. O tak :) I nie boją się podjąć działań, celem ustalenia źródła złego humoru! Ryzykanci :D

      Usuń
  4. Bo ludzi e zapomnieli co to rozmowa...
    i to nie tylko zakochani... w dobie komputerów i komórek kiedy dzieciaki rozmawiają ze sobą SMSami lub na gg, kiedy wołając na obiad wysyłamy SMSa, kiedy miłość wyznaje się tą samą drogą
    Ludzie zapomnieli co to rozmowa...
    A ona jest poczatkiem, ona jest porozumieniem, ona jest lekarstwem...
    To nie jest łatwe... wiem... czasami gdy wewnątrz mnie wszystko aż krzyczy - chciałabym to wyrzuci z siebie... nie jest łatwo przeczekać, uspokoić się i... porozmawiać...
    ale da się...
    da się ;-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama prawda! Trafiłaś w sedno. Bez rozmowy, nie ma szans, na porozumienie. Rozmowy, a nie plotkowania i obgadywania bliskiej osoby za plecami ;) To, czego brakuje, to rozmowa i bardzo często szacunek do drugiej osoby.

      Usuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  6. Trafnie wypisałaś te objawy. Dodałabym bark zrozumienia dla drugiej strony, skupianie się tylko na własnych negatywnych emocjach... Łatwo coś zniszczyć, bardzo trudno odbudować. Życie daje nam w kość codziennie, ale warto o siebie walczyć - wzajemnie. Pozdrawiam :) (i zapraszam "do siebie")

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  8. Doskonale to ujęlas :-)
    Życie to nie je bajka ;-)
    Trzeba się swoje narobić żeby osiągnąć efekty, ale warto! Zawsze warto walczyć i dążyć do celu. O miłość trzeba dbać jak o dzieci ;-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Często niektórzy szukają czegoś czego nie ma... Doceniajmy to co co mamy na codzień

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od tego powinniśmy zacząć :)
      Pozdrawiam!

      Usuń

Cieszę się z każdych odwiedzin, z każdego komentarza. Zapraszam Was do siebie licząc po cichu, że spodoba Wam się w naszym małym magicznym świecie :)