wtorek, 18 czerwca 2013

Służba Zdrowia ...

Niektórzy ludzie potrafią podnieść mi ciśnienie. 
Szybko, skutecznie, kilkoma słowami potrafią sprawić, że ze spokojnej mamuśki zamieniam się w smoka ziejącego ogniem lub inną szkaradę.
 Pamiętacie nasze pielęgniarki? 
Pisałam o nich chociażby TU

Dostałam wczoraj o godzinie 13.00 telefon. 
I czego się dowiedziałam?

"Jutro na jedenastą jesteś z Roksaną na szczepieniu. 
A ty Matka nie wiesz że masz w domu dziecko dwuletnie?
 Ja mam takie rzeczy wiedzieć? A bilans to kto jej zrobi? 
Masz jutro na jedenastą być z Roksaną to weź i Olę i pamiętaj mi o takich rzeczach bo ja o bilansach dzieci pamiętać nie będę!" 

Nie było dzień dobry, 
nie było Pani Moniko, 
nie było chciałam poinformować ... 
tylko tak ot, jak do gówniarza jakiegoś ... albo gorzej jeszcze. 

Ale o co chodzi przepraszam? Jakie szczepienie, jakie jutro jaki bilans?

Nie, jak by ktoś pytał nie zapomniałam o szczepieniu. Pielęgniarka w taki oto sposób przekazała mi że dostała szczepionkę dla pięciolatków i jutro będzie dzieci szczepiła, więc dobrze by było żebym z Roksanką wpadła, bo to do picia jest a one w dużych butlach dostają ów specyfik, więc muszą dzieci mniej więcej na ten sam termin zapisać. 

Nie, nie zapomniałam o bilansie Oli. 
Ba, była przecież ważona, mierzona i oglądana podczas ostatniej mojej wizyty, 
bo już zaraz dwa latka to za jednym razem ... a teraz pielęgniarka mówi mi że to się milczy bo to było PRZED urodzinami a musi być PO ... . 
To po cholerę jasną wtedy jechałam?
 Po co wtedy była badana, jeżeli teraz, raz jeszcze badana będzie? 
A bo sobie kobieta w kartę nie wpisała.
 Ot co. 

Wkurzyła mnie kobieta straszliwie. 
Ale ja wkurzona nie wrzeszczę, o nie. 
Poinformowałam ją grzecznie, że ja jutro na żadne szczepienie nie przyjadę, a tym bardziej przed południem, bo nie mam jak transportu załatwić.
 Nie mam. Mąż mój mógłby wziąć wolne, gdyby wiedział wcześniej. 
To że był w pracy nic mi nie dało bo mają u niego w zakładzie zakaz korzystania z telefonu w czasie godzin pracy. 
Więc nawet powiedzieć mu nie mogłam. 

A rodzeństwa dorosłego nie masz?
Niech przyjadą i wezmą dziewczyny.

Nie wezmą, bo dzwoni pani dziś, na jutro 
a moje dorosłe rodzeństwo pracuje, studiuje (poza miejscem zamieszkania) lub się uczy. 
Czyli nie mam wolnego (czytaj obijającego się) rodzeństwa, 
które by mogło tak bez zapowiedzi z dnia na dzień zerwać się, z uczelni/pracy
 przyjechać 
(nie wiem czym bo samochodów to nie mają, znaczy jedna siostra ma ale ona pracująca jest) i dzieci mi  na szczepienie zabrać ... . 

Zapytałam grzecznie, od kiedy to szczepienie jest zaplanowane ... bo to tyle dzieci jest ... 

No od czwartku wiem, ale co to ma do rzeczy?
 To na jutro ma być, bo dopiero odbierać będę, i jutro masz być. 

Tosz nie można było w czwartek? W piątek? W poniedziałek o ósmej rano? 
Nie można było?
 To i wolne by było załatwione i transport i w  ogóle rozmowy by nie było. 
Ale nie, lepiej zadzwonić dzień wcześniej w porze obiadu, 
bo po co szybciej cholera dzwonić!!

Nie wiem co zrobisz, nie obchodzi mnie to, 
ja wam na wieś wynosić się nie kazałam! 
Macie być.  

(tu osiągnęłam fazę super spokoju - czyli mówienia bardzo cicho i z bardzo zaciśniętymi zębami). Przykro mi, ale nie przyjadę.
 Mogę przyjechać, po południu, po 16.00. 
Mąż będzie w domu, to i problemu z dojazdem, z opieką nad chłopcami,
 z samym szczepieniem i bilansem nie będzie. 

Szczepienie jest na jedenastą! 
Nie będę po południu wszystkich dzieci szczepiła! 
Nie po to są godziny szczepień ustalone, żebym w innych godzinach szczepiła! 

Wobec tego nas na szczepieniu nie będzie.
 Zadzwoni Pani następnym razem wcześniej, uprzedzi, 
wszystko zorganizujemy. A teraz przepraszam, bo chłopcy płaczą. 

Jak to później! Nie, tak nie!
 To przyjedźcie wtedy w środę na 16.30, zaszczepię Roksankę i Oli bilans zrobimy. 

Na tym zakończyła się nasza rozmowa i miałam przemożną ochotę uszkodzić telefon, ale odłożyłam go delikatnie. W końcu co on winny że ja takie pielęgniarki mam?

Nie można było tak od razu? Zna kobieta naszą sytuację, wie doskonale, że musimy do miasta na dwa razy jeździć bo się a samochód nie mieścimy, wie że moje rodzeństwo pracuje i studiuje, że rodzice pomóc nie mogą, wie nawet że mąż w pracy telefonu odbierać nie może bo i notkę mają że do niego po 14.00 dopiero dzwonić można.
 Ale walczy uparcie, kłóci się, wywyższa, bo ja muszę. 
Od czwartku wiedziała że we wtorek szczepienie będzie, a w poniedziałek dzwoni ... . 

Tak się zastanawiam. 
Nie ma już na świecie normalnych pielęgniarek?
Nie można po ludzku wcześniej zadzwonić, uprzedzić,  poinformować że taka konieczność będzie? Nie można grzecznie od dzień dobry rozmowy zacząć?
 To na prawdę jest takie trudne? 
Gdzie się podziała grzeczność gdzie kultura rozmowy? 

Czy to że mam czwórkę dzieci pozwala komuś traktować mnie przedmiotowo?
 Nie zasługuję już na odrobinę szacunku? 
Na poważne traktowanie? 

Ja zostawiam to bez komentarza. 
Komentarze ... zostawię Wam.
Co myślicie o tej sytuacji? 

12 komentarzy:

  1. ja bym nie była taka spokojna jak ty,serio!
    jakbym zbeształa babsko przez telefon to by się szacunku do ludzi od razu nauczyła! tym bardziej,że zna waszą sytuację itp,a to jeszcze zadzwoni dzień wcześniej z gębą większą od smoka! bym jej powiedziała,że przyjadę kiedy mi będzie pasowało i odłożyłabym telefon,a niech się wkurza,potraktowałabym tak samo ją jak ona mnie!
    podziwiam za taką cierpliwość!
    ja też na wsi mieszkam i u nas szczepienia są wyznaczone zawsze na srodę ewentualnie na piątek,kwestia jak pani doktor pasuje i zazwyczaj jest telefon w poniedziałek z pytaniem "kiedy wam pasuje przyjechać z dzieckiem na bilans/szczepienie?" i wtedy ja lukam w kalendarz aby spojrzeć jak mąż pracuje i odpowiadam kiedy nam odpowiada i czy taki termin może być,zresztą pielęgniarka jest super :)
    a tą wasz to bym jeszcze zjechała przy wszystkich jakbym do przychodni pojechała na ten bilans czy szczepienie i jeszcze skargę pisemną złożyła to by wiedziała jak ma się zachowywać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten typ już tak ma, dochrapała się lat temu naście do stanowiska i siedzi ...a wojna w tym przypadku chyba by nic nie dała. I tak się cieszę, że udało mi się na popołudnie przełożyć

      Usuń
  2. Rozumiem, że głupio byłoby Ci się unieść, bo znasz kobietę...ale matko co za wstrętna baba!

    Ja też jestem z małej miejscowości i pielęgniarki podobnie się zachowują, znają mnie, ale ja i tak na dystans je trzymam.

    Np. dzwonie i pytam czy mogę przyjechać na szczepienie, bo akurat mnie i mężowi pasuje to ona pyta o moje nazwisko he he tak jakbym z okazji nazwiska miała przywilej czy mogę przyjechać czy nie.

    Albo ostatnio: jest środa - dzwonię i pytam się czy mogę przyjechać w piątek, a ona "tak w piątek można, bo dzisiaj to dużo ludzi". Ale czy ja pytałam się o dzisiaj? :)

    Innym razem dzwonię i pytam się, o której przyjechać: "Ok. 12, bo teraz rano to dużo ludzi jest,a potem będzie luźniej". Nie posłuchałam i pojechałam. Wchodzę, a tam pustki...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak to jest, nie chce im się pracować, to wciskają ludziom głupoty.

      Usuń
  3. :( Przykro jak zostałaś poinformowana :( Swoją drogą ja sama muszę zapisywać i do mnie nikt nie dzwoni, i wolę tak niż mieliby do mnie dzwonić i przez telefon pouczać takim tonem. Jak na mamę czwórki dzieci jesteś super opanowana :)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. są normalne pielęgniarki , znam takie osobiście - nie pracują w zawodzie :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie. A takie babsztyle miejsce im zajmują :(

      Usuń
  5. Współczuję... Ale trochę zabolał tytuł. Moja mama jest pielęgniarką. Nieba by przychyliła każdemu, ludzie tylko do niej idą na szczepienie, do innych nie chcą, a kurcze zawsze wrzucana jest do wora "służba zdrowia" z takimi babsztylami... Niezbyt obiektywne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiele jest osób które pracują z powołania, które mają serce dla innych, są pełne empatii i zrozumienia. Niestety więcej jeszcze jest takich osób, które pracują na odwal, na odczep się ... robią co muszą i to tylko zmuszone. A idąc do nich czuję się jak wyrzut sumienia, bo tak na mnie patrzą, jak bym im kołkiem w gardle stałą, że muszą i moimi dziećmi się zająć. A za każdym razem jak idę, upewniają się " ale na pewno zamknęliście inters? Czwórka bahorków to dużo"
      Nie chcę tu uogólniać, piszę o konkretnej sytuacji, konkretnych osobach,
      Cieszę się, że Twoja mama należy do tej elitarnej (Tak myślę, na prawdę elitarnej) grupy osób, które pracują z powołania, kochają swoją pracę i w człowieku widzą zawsze drugiego człowieka.
      Tytuł jest ogólny, bo i służby zdrowia dotyczy, ale w określonym wątku, nie w całości! Pozdrawiam serdecznie, a na pociechę i dla równowagi podaję link do osoby, która ostatnio wiele o służbie zdrowia dobrego powiedziała :)

      Zajrzyj:
      http://omamiona.pl/spoleczenstwo/172-druga-strona-medalu.html

      I Wszystkim innym polecam ten tekst!

      Usuń
    2. Ale wiesz co mnie zastanawia?? I w sumie martwi trochę... To co napisałaś "... które pracują na odwal, na odczep się ... robią co muszą i to tylko zmuszone" po jaką cholerę idzie taki ktoś, obojętnie babsztyl o którym pisałaś, czy facet i na siłę robi coś czego nie chce?? Zraża ludzi, psuje opinie tym lepszym. Po jakiego diabła nie pójdzie tam gdzie mu pasuje?? Przecież nikt ich do tej pracy nie zmuszał. Tego nie pojmuję...
      No i buziak na lepszy humor :)

      Usuń
    3. Hmm ... to pytanie złożone ... moja mama chciała być mechanikiem samochodowym. Jest krawcową, bo babcia jej do szkoły dla chłopaków nie puściła. Ja chciałam być psychologiem, ale rodzice kazali mi iść do ekonomika, w którym nie miałam np biologii i kilku jeszcze przedmiotów, z których dobre oceny warunkowały przyjęcie na studia psychologiczne. Przez to już w szkole średniej zamknęli przede mną tą drogę rozwoju. Róże są wybory ludzi. Różne są ścieżki.

      Pozdrawiam :)

      Usuń

Cieszę się z każdych odwiedzin, z każdego komentarza. Zapraszam Was do siebie licząc po cichu, że spodoba Wam się w naszym małym magicznym świecie :)