Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dzieci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dzieci. Pokaż wszystkie posty

piątek, 1 stycznia 2016

Krok w Rok

Nie stary, bo nowy, tak inny. Kolejny już rok jest za nami. Choć przeszłość przyniosła włos siwy, to wciąż żywe są różne plany. Wybaczcie mi moje milczenie, rok zeszły z kilofem nas gonił. Czas taki, że wciąż nam go mało, na rzeczy te ważne, ważniejsze.  Lecz wciąż trwamy w tym razem. Rodzina- to najważniejsze. 


wtorek, 10 września 2013

Wspomnienie spaceru

Co się w domu moim dzieje pisać wam nie będę. 
Starczy Wam wiedzieć, że cała czwórka na antybiotyku a Roksana do piątku (co najmniej) ma zakaz wychodzenia z domu. Taki od Pani Doktor, taki że nie ma zmiłuj. Diagnoza - ostre zapalenie gardła. 
Dalej temperatury powyżej 39'C, dalej chłodzimy, cudujemy ... walczymy. 

A tak na pociechę przeglądam sobie zdjęcia. 
Z ostatniego wspólnego spaceru :) Trzeba nacieszyć oczy bo za oknem plucha, w domu ... możecie się domyślić :P  Cieszmy więc oczy słońcem, naturą, spacerem, jesienią :)

środa, 4 września 2013

przerażona

Wiecie jakie to uczucie, gdy strach jest gęsty i lepki jak mgła?
 Otula cię od stóp do głów, czai się.  Na wskroś przenika ...
Gdy nie jesteś w stanie wykluczyć zagrożenia, 
lecz wiesz że ono jest, realne, namacalne, gdzieś obok ... krąży ... . 
Nie wokół mnie, lecz wokół skarbów moich największych - wokół dzieci.  
Jak chronić, jak tłumaczyć, jak przekazać wiedzę, 
by nie zrazić całkowicie do ludzi, by nie przyczynić się do traumy?
 By nauczyć zachowań, lecz nie przerazić?

środa, 21 sierpnia 2013

Sama z dwójką

Nie dogodzi się Matce, oj nie. 
Jak by nie było, zawsze będę jęczeć, marudzić i stękać ... 
Taki typ ze mnie paskudny, że nie wiem jak ci moi bliscy mogą mnie znosić :D

Miałam córcię odzyskać? Miał być w domu komplet? A co jest zamiast tego?
Ja i chłopcy. 
Zamiast Olunię odzyskać,
 jeszcze Roksanka na "wakacje" się wybrała i razem sobie u dziadków siedzą. 
A ja odkryłam, że mam w domu dwa pieski, które za nic w świecie nogi mojej puścić nie chcą. 

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Bunt dwulatki?

Nie, nie i nie. 
Wiecie, ile razy dziennie można usłyszeć to słowo? 
W różnym natężeniu, o różnym stopniu głośności,
 w najróżniejszych sytuacjach - ciągle i w kółko jest NIE. 
Tak,  to Ola ostatnio pokazuje nam swoją przekorę. 

Nie chce jeść, ale gdy sami jemy podsuwa się do talerza z otwartą buzią.  Twierdzi, że nie ma kupy, a zapach unosi się taki że połowa mieszkańców naszej miejscowości w maski gazowe  chyba powinnam zaopatrzyć.  Nie chce się bawić, nie tym, nie tamtym, po czym wybiera to, czym akurat bawi się ktoś inny.    Nie będzie malowała kredkami bo woli mazaki, które schowane są na górnej półce w szafce i oczywiście sama kombinuje jak się do nich dostać.  Nie chce spać, ale wygoniona w końcu do łóżka z nakazem połóż się - zasypia w pół minuty.   wszystko z fochem, płaczem i marudzeniem.   Wszystko na nie.  Chyba dopadła nas zmora. 

sobota, 27 lipca 2013

Simo

Dalej chorobowo, ale bez gorączki już a i katar tak nie dokucza. 
Aspirator wciąż w użyciu, ale już na spokojnie, 
wieczorem tylko ćwiczę chwyty judo na dzieciach, 
by unieruchomić na chwilę i rurkę w nosek wsadzić ... .
Kaszelek za to się przypałętał, ale myślę że z nim poradzi sobie syrop prawoślazowy. 
Idzie ku lepszemu. Na szczęście.
Wczoraj było już we mnie tyle złości, tyle nerwów, że w końcu wygnałam dzieci na dwór. 
Nie poszłam, nie wyprowadziłam, otworzyłam drzwi i rzekłam sio!
Pomogło. 
Złapałam oddech, uspokoiłam się ciut, i najważniejsze -
dzieci przestały płakać, marudzić, bić się, popychać, zabierać sobie zabawki
 i robić po prostu na złość. 

środa, 24 lipca 2013

ZAWSZE REAGUJMY!

To tylko parę minut. 
Parę chwil. 
Wcale nie długo!
Szybki wypad do sklepu, 
bo zakupy trzeba przecież zrobić jakieś, 
bo potrzebne to czy tamto.
Wpadnij na chwilę, muszę o coś zapytać tylko... 
Do bankomatu, do banku, na pocztę ... na pizzę, do muzeum ... gdziekolwiek. 

Szperam po forach, przeglądam strony i łapię się za głowę ...
Wypowiedzi rodziców sprawiają, że serce mi zamiera, bo widzę oczami wyobraźni inne scenariusze.  Rodzice nie tylko nie widzą problemu, wiele osób wypowiada się, że sami tak robią. Przecież to chwila, przecież widzę, przecież śpi. 

Z tego snu, 
może się już więcej nie obudzić ...

Obejrzyjcie proszę ten film ... 
nie jest długi, 
lecz mówi wszystko.


Nigdy, w żadnym wypadku 
nie zostawiam dziecka samego w samochodzie. 

Ten film jest częścią większej  akcji społecznej. 
Nagrany - ku przestrodze. 
Ale jakże prawdziwy.

Na prawdę nie trzeba wiele. Nie musi to być godzina czy dwie. 
Wiele rodziców myśli, że zostawienie dziecka w zamkniętym samochodzie na pół godziny to nic takiego.   Przecież nic mu przez tą chwilę się nie stanie ... .  Otóż - może się stać! Słyszeliście o sześcioletniej (!) dziewczynce zostawionej w aucie na 45 minut? 
Nie? To zajrzyjcie TU.   
A o dwu miesięcznym dzieciątku , zostawionym dosłownie na parę minut?
 O tym poczytacie TU ... 
Nigdy nie wiemy, co może się stać. 
Powyższe przykłady doskonale to udowadniają. 
Przecież sześciolatka to nie jest małe dziecko! 
Przecież maluszka tatuś tylko na parę minut zostawił.  Takich artykułów jest mnóstwo! Wystarczy wpisać w google hasło "Dziecko w samochodzie"

A wciąż widzę wypowiedzi, że to tylko parę minut, że to chwila ... 

Wierzę, że Wy tak nie robicie, ale jedna wielka prośba. 
Jeśli widzimy taką sytuację, nie ma co czekać przez pół godziny na rodzica. 
W ciągu pół godziny, wiele może się stać, a my możemy nie być tego świadomi. 
Bo jaką mamy pewność, że śpiące dziecko faktycznie śpi?
ZAWSZE REAGUJMY! 


W ten sposób, możemy uratować czyjeś życie ... 
Życie dziecka. 



Ten film poruszył mnie bardzo. Mam nadzieję, że tak samo zadziała i na innych. 
Że utkwi im w pamięci na zawsze. By zawsze pamiętali, czym grozić może parę chwil ... spokoju. 

niedziela, 14 lipca 2013

Spacer z żabką :)

Dziś króciutko i zdjęciowo znów :) 
Dzień był długi i szary, ale wieczór, słońcem, wynagrodził nam wszystko!
Zapraszam na spacer po okolicy!
Tylko uważajcie na malutkie żabki,
bo mnóstwo ich na dróżce było ku uciesze dziewczynek :)

























Było super! 
A widoki ... 
No powiedzcie sami czy nie było pięknie?
Zboże, kwiaty, słońce, błękitne niebo ... te kolory, zapachy wręcz hipnotyzują!
Aż nie chciało się wracać!






















Nie mogłam nie spróbować zrobić fotki żabkom!
Maluszki były nie większe niż mój paznokieć!
Mimo że zrobiłam im kilkanaście  zdjęć, to na tym tylko widać, że żabka to żabka :)
A gdzie ona się ukryła?
Znajdziecie ją?




piątek, 5 lipca 2013

skierowanie na badanie

Już wiemy,
skierowanie na oddział leży zapakowane w teczkę z dokumentacją Oli. 
W poniedziałek dzwonię,
muszę dowiedzieć się co i jak, kiedy będziemy mogli przyjechać 
i jakie tam mają procedury. 
Mąż pojedzie z Kropelką. 
Wstępnie wiem, że diagnostyka trwa trzy dni. 
Co dalej? 
Zobaczymy.
Czuję ulgę,
 bo wiem że Olunia zostanie dokładnie przebadana i ... 
strach. 
Wiadomo, że dopóki nie będę znała wyników, 
dopóki nie powiedzą że jet ok, 
dopóty będę żyła w niepewności i strachu. 
Ale wierzę, że będzie dobrze!
 Idziemy do przodu, nie stoimy w miejscu czekając biernie do maja 2014. 

Misz masz

Tak, tak!
Dobrze trafiliście.
 To dalej Kropelki tylko w nowej odsłonie :)
Prace nas stroną dla firmy w któej pracuje mąż zainspirowały mnie do zmian na blogu. 
Bo jak to tak może być że nad cudzą stroną pracuję, a swoją zaniedbuję?
Podoba Wam się?
Coś jeszcze byście zmienili?
Czy tak może być?

Logo i tło do bloga zrobiłam sama :)
Na czymś trzeba ćwiczyć zdobytą wiedzę, bo ucieknie :)

Uwielbiam takie zabawy - bo zabawą było dla mnie robienie banera który w pierwotnej wersji miał latające napisy, ale jego wielkość wyszła zbyt porażająca by go na blogu umieścić ... tak, ponad 63 MB miał baner :P
Zabawy z kolorem, z cieniem, ikonami ... dopasowywanie, łącznie i efekt końcowy - tak różny od od pierwotnego zdjęcia. To chyba kocham najbardziej. To poczucie zmian. Myśl, że zrobiłam coś sama i że mi się to podoba. 
Jeszcze za Krople Testują muszę się zabrać. 
Zostały biedne w starym image'u, więc i nad tą stroną muszę popracować. 
Tylko pomysłu brak na razie. 

Testy z Mam wciąż w toku. Niestety mój sprzęt do zdjęć (czytaj - telefon) zbuntował mi się i nie chce ze mną współpracować. Ale już nie długo mam nadzieję i z tym kłopotem się uporać i pokazać Wam, co o skarbach od MAM myślą moje Kropelki. 

A poza tym muszę się pochwalić! 
A właściwie nie się ale chłopców!
Obaj robią już pojedyncze kroczki, ładnie ćwiczą chodzenie za rączkę. 
Janek zaskoczył mnie dziś naśladując klaskanie Roksanki!
Ale się zdziwił gdy mu się udało. 
Moje dzielne łobuziaki!
Kochane urwisy. 

Roksanka i Ola za to broją więcej niż zwykle :)
Naśladują się na wzajem,
 kłócą się, 
by za chwilę leżeć na podłodze w pełnym miłości siostrzanym uścisku,
 lub bawić się w najlepsze tymi samymi zabawkami. 
Nie ma to jak rodzeństwo!

Pierwsza w nocy ... uciekam więc, 
by przed spaniem odetchnąć świerzym po wieczornych burzach i deszczu powietrzem.
Wychodzicie czasem o tej porze na dwór?
Tak na chwilę? Na minutę?
Uwielbiam patrzec na rozgwieżdżone niebo i wsłuchiwać się w ciszę nocy. 
Dzięku temu, wyganiam z głowy gonitwę myśli i szykuję się na dobry, spokojny sen. 
A tu jeden z przykładów jak siostry zajmują się sobą na wzajem :)
Roksanka uwielbia "czytać" siostrze.
A historie jakie opowiada są nie z tej ziemi :D

czwartek, 27 czerwca 2013

Bo gdy matka obiad robi ...

Za oknem nieśmiało przebłyskuje słoneczko. 
Olunia sprzedana z cioci pojechała się kłuć. 
W sumie nie wiem czy mam się modlić o wynik dobry? Czy zły?
Łobuziara mała. 
Zachciało mi się wczoraj mielonych na obiad i mam za swoje.
 Żeby dzieci przy patelni mi się nbie kręciły, zaniosłam je do ich pokoju i zamknęłam drzwi. 
W ten sposób mogłam spokojnie obiadem się zająć kontrolując jednocześnie przez naszą zaporę sytuację na froncie dzidziowym. 
Kontrola nie obejmuje co prawda naszego pokoju, ale co one mogły by u nas zbroić. 
No nic. Chłopcy nic ... 
bo Ola ... 
a co ja Wam będę mówiła.
 W roli głównej komputer, fotel, biurko i ... 
Puder Łagodzący Nivea.
 Efekty? 
...



Tak tak, wiem, że to że dzieci są bezpieczne nie oznacza że bezpieczny jest dom :D
Ale obiad zrobiłam i smaczny był.
A jak mąż się śmiać zaczął jak po pracy wszedł do domu, nie pytajcie. 
Akurat fotel miałam na balkon wytachany i trzepałam w deszczu :P 

Wczoraj doszła do mnie paczuszka z wygranego rozdania u Jacquelane
Byłam o tyle zdziwiona że listonosz zapukał do drzwi po godzinie 18!
To oni nie do piętnastej?
Ale za to słodkości do wieczornej kawki miałam ... 
które w większości wpałaszowały dzieci i ... mąż, nasz największy domowy łasuch oczywiście. 







Bardzo dziękuję za nagrodę :))




piątek, 21 czerwca 2013

Norma nie norma ...

Nie chciałam o tym na razie pisać, ale tak mnie to męczy i tak spokoju nie daje, że muszę. 
Pamiętacie posta "I niech to będzie norma ..."?  
Bałam się tego momentu jak ognia, 
ale gdy przyszedł czas bilansu podrzuciłam chłopców do sąsiadki i z mężem na bilans pojechaliśmy. Chciałam być spokojna, chciałam usłyszeć, że panikuję, ale przede wszystkim chciałam się upewnić, że moje wątpliwości zostaną sprawdzone. 
Zostały.
Od poniedziałku mąż bierze wolne - będzie siedział z Olunią w szpitalu. 
Tak, dostaliśmy skierowanie na diagnostykę. 
Nie wiem, jakie Pani Doktor ma przypuszczenia, powiedziała że wszystko okaże się po badaniach, prosząc w następnym zdaniu o to, byśmy poinformowali ją do jakiego szpitala Olunię przeniosą ????? Celem dalszego leczenia. 
Nie podoba mi się to ... . 
Jeszcze bardziej nie podoba mi się to, że pielęgniarki nie mogą Oluni w kartę bilansu wpisać bo Oli karta jest u Pani Doktor w domu.
 Lekarka, po bilansie zabrała Oli kartę do domu ... 
Po cholerę ona ją brała?
Co sprawdza? Czego szuka?
Wolę chyba nie wiedzieć. 
Wiem tylko tyle, że najbardziej zaniepokoiło Panią Doktor to powiększone piersiątko, 
a raczej to, co w nim wyczuła ...
Wolę na razie nie myśleć, ale jak mam to zrobić? 
Jak przestać się zadręczać, maltretować psychicznie i znęcać nad samą sobą, wymyślając coraz to inne scenariusze!
 Przecież nie mam żadnego wpływu na to co będzie!
W tym momencie żałuję tylko jednego. 
Że wciąż karmię. 
Siedząc z Olunią w szpitalu była bym spokojniejsza. 
Ale nie będę mogła przy niej być, przy niej siedzieć ... bo karmię. 
Cholera. 
W tym momencie żałuję też, że nie mam przycisku - wyłącz myślenie ... 
Przydał by się. 
Bo łatwo powiedzieć, nie martw się - ale sposobu na wykonanie nie mam. 
Niestety nie mam. 


środa, 19 czerwca 2013

Mamo, boję się!

Mamy kolejną kąpiel bez płaczu! 
Czyżby to już? 
Udało się? 
Mamy spokój?
 Czy Oskarek w końcu zaprzyjaźnił się z wodą?
 Zdecydowanie tak! 
Wczorajsza wieczorna kąpiel była tak radosna, wesoła i "mokra" że już wszystkie chcę takie! Nie będzie już sztywnienia gdy tylko stópki dotkną wody! 
Nie będzie wrzasku na widok brodzika! 
Nie będzie wyrywania się, prób schowania się przed wodą w maminym dekolcie! 
Nie będzie trzy sekundowych kąpieli! 

Jak ja się cieszę!

Wiele z Was boryka się pewnie z fobiami waszych dzieci. 

Boją się pralki, boją się wody, trawy, miksera czy kota. 
Mają prawo! 
To wszystko jest dla nich nowością i mają prawo się bać. 
Każdy dźwięk, każde odczucie, każda twarz jest dla nich nowa. 
Każdego dnia poznają świat, uczą się miliona nowych rzeczy i miliny bodźców na nie działają. 
To wszystko jest nowe, obce, inne. 

Co zrobić by nauczyć ich akceptacji?

 By poznały, zaakceptowały i oswoiły się z tym, czego się boją?
 Co ja zrobiłam, że Oskar przestał bać się wody? 

Przede wszystkim, nic na siłę! 

Zgadnijcie, jak oswajałam Oskara z wodą? 
Co robiłam, gdy wyrywał się i nie chciał usiąść w wanience?
 Nie sadzałam go. Po prostu. Ba, nawet nie stawiałam!
 Po prostu nie kąpałam. 
Nie, nie trzymałam dziesięć miesięcy brudnego dziecka w domu :)
Odkręcałam kran, brałam na ręce, moczyłam ściereczkę i bez wkładania do wody myłam. A w międzyczasie, tak mimochodem, to stópkę po strumień wody wkładałam, to rączkę, by poczuł lecz by nie zdążył się wystraszyć. 
W pewnym momencie zauważyłam, że zamiast się wzdrygać, zaczyna go ciekawić co ta woda z rączką, z paluszkami robi, jak fajnie leci między palcami, jak trudno ją złapać.
 Pozwalałam na takie zabawy, choć po takim myciu przeważnie wychodziłam bardziej niż on sam mokra.
 Dziecko do wszystkiego musi się przyzwyczaić, musi się oswoić.
 Kolejnym etapem, również długotrwałym było obserwowanie, jak reszta rodzeństwa pluska się w brodziku. 
Kucaliśmy nieopodal, na "bezpieczną" odległość i patrzyliśmy. Ja co jakiś czas czerpałam ręką wodę z brodzika i polewałam nią nogi Oskarka. 
Powoli oswajaliśmy się z brodzikiem, z wodą, z kąpielą.
 Choć już na tym etapie myślę że mogłam próbować go sadzać, nie chciałam go spłoszyć. Chciałam, by sam odczuł potrzebę dołączenia do roześmianej, chlapiącej się gromadki. 
Przez kilka dni, gdy inni się kąpali, kucałam z Oskarkiem na rękach przy samym brodziku. Starałam się przy tym, by jego stopy dotykały wody. 
Tak, kusiłam dziecko zabawą! 
Inni szaleli, chlapali się, śmiali się w głos, a on siedział u mamy na rękach i patrzył. I tylko namiastkę pozwalali poczuć. 
I nastał w końcu ten dzień, gdy tak jak zwykle przy brodziku kucnęłam, a Oska wyrywać się zaczął. Zły na mnie, starał się sięgnąć do wody. Postawiłam go więc w brodziku, a on znieruchomiał - niespokojnie patrząc na stopy. Gdy Janek chlapnął wodą, Oskar próbował tak samo i ... usiadł. Pierwsza prawdziwa spokojna kąpiel była próbą. Janek posadzony jak najdalej, dziewczyny dostały zakaz chlapania (Tak, często kąpię dzieci razem!) a Oskar siedział z rękami nad wodą i tylko oczy miał ruchome. Do czasu aż mu gumowej krowy do brodzika nie wsadziłam :P 
A później?
 Później to już było z górki! 
Wczoraj, po raz pierwszy, Oskar sam, dobrowolnie zaczął chlapać.
 Ba! 
Tak mu się to spodobało że i cała łazienka dostała. 
Za karę! Za te dziesięć miesięcy bez przygód! Bez frajdy!
 Bez radości z kąpieli! 
Po wczorajszym wieczorze, mogę w końcu powiedzieć, że moje dziecko nie boi się wody. 
Choć od trzech tygodni sadzany już był w wodzie, 
to dopiero wczoraj zyskałam pewność. 
I strasznie jestem z tego dumna!

Fobie, lęki, które nam wydają się błahostką, często dla dzieci są na prawdę dużym problemem.  Nie bagatelizujmy go, nie ignorujmy ale pomóżmy przezwyciężyć. 
Powoli, małymi kroczkami damy radę! 
Jestem wykąpany !! 


wtorek, 18 czerwca 2013

Służba Zdrowia ...

Niektórzy ludzie potrafią podnieść mi ciśnienie. 
Szybko, skutecznie, kilkoma słowami potrafią sprawić, że ze spokojnej mamuśki zamieniam się w smoka ziejącego ogniem lub inną szkaradę.
 Pamiętacie nasze pielęgniarki? 
Pisałam o nich chociażby TU

Dostałam wczoraj o godzinie 13.00 telefon. 
I czego się dowiedziałam?

"Jutro na jedenastą jesteś z Roksaną na szczepieniu. 
A ty Matka nie wiesz że masz w domu dziecko dwuletnie?
 Ja mam takie rzeczy wiedzieć? A bilans to kto jej zrobi? 
Masz jutro na jedenastą być z Roksaną to weź i Olę i pamiętaj mi o takich rzeczach bo ja o bilansach dzieci pamiętać nie będę!" 

Nie było dzień dobry, 
nie było Pani Moniko, 
nie było chciałam poinformować ... 
tylko tak ot, jak do gówniarza jakiegoś ... albo gorzej jeszcze. 

Ale o co chodzi przepraszam? Jakie szczepienie, jakie jutro jaki bilans?

Nie, jak by ktoś pytał nie zapomniałam o szczepieniu. Pielęgniarka w taki oto sposób przekazała mi że dostała szczepionkę dla pięciolatków i jutro będzie dzieci szczepiła, więc dobrze by było żebym z Roksanką wpadła, bo to do picia jest a one w dużych butlach dostają ów specyfik, więc muszą dzieci mniej więcej na ten sam termin zapisać. 

Nie, nie zapomniałam o bilansie Oli. 
Ba, była przecież ważona, mierzona i oglądana podczas ostatniej mojej wizyty, 
bo już zaraz dwa latka to za jednym razem ... a teraz pielęgniarka mówi mi że to się milczy bo to było PRZED urodzinami a musi być PO ... . 
To po cholerę jasną wtedy jechałam?
 Po co wtedy była badana, jeżeli teraz, raz jeszcze badana będzie? 
A bo sobie kobieta w kartę nie wpisała.
 Ot co. 

Wkurzyła mnie kobieta straszliwie. 
Ale ja wkurzona nie wrzeszczę, o nie. 
Poinformowałam ją grzecznie, że ja jutro na żadne szczepienie nie przyjadę, a tym bardziej przed południem, bo nie mam jak transportu załatwić.
 Nie mam. Mąż mój mógłby wziąć wolne, gdyby wiedział wcześniej. 
To że był w pracy nic mi nie dało bo mają u niego w zakładzie zakaz korzystania z telefonu w czasie godzin pracy. 
Więc nawet powiedzieć mu nie mogłam. 

A rodzeństwa dorosłego nie masz?
Niech przyjadą i wezmą dziewczyny.

Nie wezmą, bo dzwoni pani dziś, na jutro 
a moje dorosłe rodzeństwo pracuje, studiuje (poza miejscem zamieszkania) lub się uczy. 
Czyli nie mam wolnego (czytaj obijającego się) rodzeństwa, 
które by mogło tak bez zapowiedzi z dnia na dzień zerwać się, z uczelni/pracy
 przyjechać 
(nie wiem czym bo samochodów to nie mają, znaczy jedna siostra ma ale ona pracująca jest) i dzieci mi  na szczepienie zabrać ... . 

Zapytałam grzecznie, od kiedy to szczepienie jest zaplanowane ... bo to tyle dzieci jest ... 

No od czwartku wiem, ale co to ma do rzeczy?
 To na jutro ma być, bo dopiero odbierać będę, i jutro masz być. 

Tosz nie można było w czwartek? W piątek? W poniedziałek o ósmej rano? 
Nie można było?
 To i wolne by było załatwione i transport i w  ogóle rozmowy by nie było. 
Ale nie, lepiej zadzwonić dzień wcześniej w porze obiadu, 
bo po co szybciej cholera dzwonić!!

Nie wiem co zrobisz, nie obchodzi mnie to, 
ja wam na wieś wynosić się nie kazałam! 
Macie być.  

(tu osiągnęłam fazę super spokoju - czyli mówienia bardzo cicho i z bardzo zaciśniętymi zębami). Przykro mi, ale nie przyjadę.
 Mogę przyjechać, po południu, po 16.00. 
Mąż będzie w domu, to i problemu z dojazdem, z opieką nad chłopcami,
 z samym szczepieniem i bilansem nie będzie. 

Szczepienie jest na jedenastą! 
Nie będę po południu wszystkich dzieci szczepiła! 
Nie po to są godziny szczepień ustalone, żebym w innych godzinach szczepiła! 

Wobec tego nas na szczepieniu nie będzie.
 Zadzwoni Pani następnym razem wcześniej, uprzedzi, 
wszystko zorganizujemy. A teraz przepraszam, bo chłopcy płaczą. 

Jak to później! Nie, tak nie!
 To przyjedźcie wtedy w środę na 16.30, zaszczepię Roksankę i Oli bilans zrobimy. 

Na tym zakończyła się nasza rozmowa i miałam przemożną ochotę uszkodzić telefon, ale odłożyłam go delikatnie. W końcu co on winny że ja takie pielęgniarki mam?

Nie można było tak od razu? Zna kobieta naszą sytuację, wie doskonale, że musimy do miasta na dwa razy jeździć bo się a samochód nie mieścimy, wie że moje rodzeństwo pracuje i studiuje, że rodzice pomóc nie mogą, wie nawet że mąż w pracy telefonu odbierać nie może bo i notkę mają że do niego po 14.00 dopiero dzwonić można.
 Ale walczy uparcie, kłóci się, wywyższa, bo ja muszę. 
Od czwartku wiedziała że we wtorek szczepienie będzie, a w poniedziałek dzwoni ... . 

Tak się zastanawiam. 
Nie ma już na świecie normalnych pielęgniarek?
Nie można po ludzku wcześniej zadzwonić, uprzedzić,  poinformować że taka konieczność będzie? Nie można grzecznie od dzień dobry rozmowy zacząć?
 To na prawdę jest takie trudne? 
Gdzie się podziała grzeczność gdzie kultura rozmowy? 

Czy to że mam czwórkę dzieci pozwala komuś traktować mnie przedmiotowo?
 Nie zasługuję już na odrobinę szacunku? 
Na poważne traktowanie? 

Ja zostawiam to bez komentarza. 
Komentarze ... zostawię Wam.
Co myślicie o tej sytuacji? 

wtorek, 11 czerwca 2013

I niech to będzie norma ...

Siedzę i myślę ... 
jest wpół do pierwszej w nocy. 
Właśnie odłożyłam Olunię. 
Płakała bo brzuszek miała wzdęty ... bo na obiad gulasz, 
 a matka doń pół cebulki wkroiła. 
Pół cebuli, a płacz i marudzenie i wiercenie się ... ale ona ma dwa latka! 
W mądrych poradnikach czytam że do dziewiątego miesiąca ... na forach mamy mówią - od roku, a Olunia ma dwa latka ... 
W ogóle martwi mnie ta moja Kropelka i tylko na siostrę co pod koniec miesiąca ma przyjechać czekam. 
Przyjedzie, to będę mogła spokojnie resztę Kropelek zostawić i pojadę z nią ... zbadam ...  Niech mi powie Pani Doktor, że to normalne że na jednej połowie Główki mniej włosów i że wolniej rosną to norma. 
Niech powie, że te włoski na karku, a raczej ich ilość nadmierna  to też norma. 
Niech powie, że ta pierś jedna co większa od drugiej i taka jakby inna w dotyku - to norma.
 A i włoski, i pierś, i nawet ta kiedyś rączka złamana - to wszystko jedna strona ciała ... .
Błagam, niech mi powie, że to wszystko przypadek  i że norma. 
  Ale z badaniami niech mi powie. 
Niech uspokoi. 
Bo myślę o tym coraz częściej, obawiając się że to jednak nie norma.
 Nie wiem co, ale nie norma. 
Byle ta siostra przyjechała ...
 byle nas pani doktor przyjęła ... 
byle nie zignorowała. 
Bo powoli, powolutku, gdzieś tam w środku, zaczynam panikować ...
 bo niby to wszystko to norma ... ale tak razem?
 I tak z jednej strony? 
Niech to będzie norma. 
Bo niby to nie widoczne, niby tego nie widać, "tak na pierwszy rzut oka" - jest norma.
 Ale ja to widzę.
 Sumuję. 
Dodaję do siebie i się martwię. 
Może nie potrzebnie.
 Może panikuję po prostu jak tysiące mam panikuje z innych równie błahych powodów porównując, mierząc sprawdzając i widząc to, czego inni nie widzą.
 A ja widzę. 
I niech to będzie norma ...  

czwartek, 6 czerwca 2013

Zębuszkowo

Znów płaczliwie, znów marudnie, a w dodatku jestem strasznie senna.
 Albo zmienia się ciśnienie ... 
albo kolejne ząbki pchają się chłopcom na świat, 
a ja po prostu niedospana jestem. 
Znaczy się ja niedospana jestem na pewno, tylko czemu chłopcy tacy marudni? 
Chyba jednak ząbki ... 
laczki moje już z pięć razy ratowałam przed pożarciem ... 
palec od stopy również stał się celem ataków ... 
chyba będę musiała coś zaradzić ... albo nie.
 Jak nie będą chcieli spać, to wtedy. 
Mają te moje Kropelki najmniejsze po ząbku jednym, 
gryzami obdarowują boleśnie każdego kto nie zdąży skryć się sprytnie przed małymi gryzoniami.
 Ba, nawet drzwi do przedpokoju zamknęłam,  
bo wiadomo że jako gryzak nie gryzak, lecz but - kalosz najlepiej lub tatowy adidas najlepszy ... ale matka zła ze mnie i na takie rarytasy dzieciom nie pozwalam :D
 A co!
 Niech wiedzą że nie wszystko dla nich ... 
a na razie marchewka i niech marudzą. 
A gdy będzie bardzo źle, mam schowane coś na ząbkowanie :)
Jesteście ciekawi co moim chłopcom pomaga? 
I to pomaga bardzo szybko?
Zajrzyjcie TUTAJ :)

wtorek, 4 czerwca 2013

Spacerkiem po linie

Gdańskie ZOO, oprócz standardowych atrakcji, ma dla zwiedzających ciekawą propozycję. W środku ZOO jest wyznaczony teren, na którym znajduje się Park Linowy. 

Niestety, możliwość skorzystania z niego, wiąże się z dodatkową opłatą.  Ceny zaczynają się od 10 zł w górę, ale np. maluszki (no tak od 3 roku życia myślę, sprawniejsze od drugiego) mają w cenie trzy przejścia. 

Ja dostawałam zawału na widok już tego toru dla najmłodszych o innych trasach nie wspominając.  Ale Roksanka szła dwa razy, mój brat szedł trasą dla początkujących (ale dla starszaków) i oboje byli zachwyceni i chcieli jeszcze ... tylko ja tak strachliwa jestem że zawału dostawałam na sam widok ... 

Pierwsze przejście zajęło Rosance ... około 20 minut!! Ale szła powoli, ostrożnie, za pierwszym razem cofnęła się, ale gdy wujek B. zapytał czy wobec tego kończymy, stwierdziła że to był tylko trening i jednak idzie dalej.

 Cała trasa dla najmłodszych jest do max dwóch metrów nad ziemią, zabezpieczona siatką, tak że nic się dzieciom nie stanie. Na miejscu czuwają instruktorzy, a rodzice mogą iść z maluszkami (opiekun idzie za darmo) co niektórzy rodzice robili :)

Trasa dla początkujących starszaków dla porównania jest dwa do ośmiu metrów nad ziemią o następnych poziomach nie wspomnę ... każdy przed wejściem przechodzi szkolenie pod okiem instruktora, i to on na prawdę decyduje, czy puści nas na daną trasę. Ma prawo odmówić, jeżeli widzi, że ktoś nie da rady. Instruktorzy są bardzo rzeczowi nie szczypią się z ludźmi. Byłam świadkiem, gdy młoda instruktorka ochrzaniła dorosłego mężczyznę za to, że nie użył na wejściu dwóch zaczepów! (Konieczne są podwójne!!) Ale wiadomo - bezpieczeństwo przede wszystkim!!

A oto kilka fotek :)

No dobra ... kilkanaście :P 

Przejście po sznurach (oczywiście zabezpieczone siatką :)) 
trasa maluchów
Jako przeszkody tu piłki (takie duże, jak do skakania) i hula hop ...
czyli idziemy pod i w środku ... trasa maluchów
Przejście z przeszkody do przeszkody i przepięcie zaczepów
 trasa dla początkujących
spacer po linie ...
 tu jakieś cztery metry nad ziemią  trasa dla początkujących
zjazd po linie to dla każdego frajda :) trasa dla początkujących
Chyba najwyższy punkt na trasie ... do ziemi 8 metrów ... 
To już fragment prawie przy końcu trasy dla początkujących
A to ja sama i Janek :) w tle Rodzice chrzestni Janka :))

Tu przejście po belce i tor przeszkód ... trasa maluchów
Tutaj lepiej widać przeszkody :) Roksanka super sobie radziła
 i była mega ostrożna :)
Trasa maluchów
Trasa z piłkami i Hula Hop ... oj nie jest to łatwa sprawa
Jeden z trudniejszych momentów, czyli przejście po siatce,
żeby dojść do następnej przeszkody trzeba ominąć piłkę ...
Z tą przeszkodą dzieci radziły sobie rewelacyjnie ...
to co widzicie to beczka, na trasie są takie dwie ...
zasada - przeczołgać się w środku, dla dzieci była jasna,
rodzice za to patrzyli z przerażeniem ... czy się zmieszczą
a górą przejść nie sposób bo siatka tak zaszyta, że tylko beczką dało radę ...
Moja zdolniacha na końcu trasy :)) 
Widzicie ten uśmiech? Ale wciąż skupiona :)
Musiałam dodać to zdjęcie,
jeden z etapów trasy dla zaawansowanych - przejazd rowerem !! po linie ...
bez komentarza ...
Wysokość od ziemi? Nie wiem ... może z dwadzieścia metrów ...
I co myślicie o takich atrakcjach? Puścili byście swoje dzieciaczki? A może sami byście poszli?
Jeżeli macie chęć odwiedzić Gdańskie ZOO, a wasze dzieciaczki uwielbiają atrakcje ruchowe, weźcie ze sobą więcej gotówki i zabierzcie dzieciaki do parku. Będą zachwycone!!