.

.

Szukaj na blogu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śmierć. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śmierć. Pokaż wszystkie posty

środa, 24 lipca 2013

ZAWSZE REAGUJMY!

To tylko parę minut. 
Parę chwil. 
Wcale nie długo!
Szybki wypad do sklepu, 
bo zakupy trzeba przecież zrobić jakieś, 
bo potrzebne to czy tamto.
Wpadnij na chwilę, muszę o coś zapytać tylko... 
Do bankomatu, do banku, na pocztę ... na pizzę, do muzeum ... gdziekolwiek. 

Szperam po forach, przeglądam strony i łapię się za głowę ...
Wypowiedzi rodziców sprawiają, że serce mi zamiera, bo widzę oczami wyobraźni inne scenariusze.  Rodzice nie tylko nie widzą problemu, wiele osób wypowiada się, że sami tak robią. Przecież to chwila, przecież widzę, przecież śpi. 

Z tego snu, 
może się już więcej nie obudzić ...

Obejrzyjcie proszę ten film ... 
nie jest długi, 
lecz mówi wszystko.


Nigdy, w żadnym wypadku 
nie zostawiam dziecka samego w samochodzie. 

Ten film jest częścią większej  akcji społecznej. 
Nagrany - ku przestrodze. 
Ale jakże prawdziwy.

Na prawdę nie trzeba wiele. Nie musi to być godzina czy dwie. 
Wiele rodziców myśli, że zostawienie dziecka w zamkniętym samochodzie na pół godziny to nic takiego.   Przecież nic mu przez tą chwilę się nie stanie ... .  Otóż - może się stać! Słyszeliście o sześcioletniej (!) dziewczynce zostawionej w aucie na 45 minut? 
Nie? To zajrzyjcie TU.   
A o dwu miesięcznym dzieciątku , zostawionym dosłownie na parę minut?
 O tym poczytacie TU ... 
Nigdy nie wiemy, co może się stać. 
Powyższe przykłady doskonale to udowadniają. 
Przecież sześciolatka to nie jest małe dziecko! 
Przecież maluszka tatuś tylko na parę minut zostawił.  Takich artykułów jest mnóstwo! Wystarczy wpisać w google hasło "Dziecko w samochodzie"

A wciąż widzę wypowiedzi, że to tylko parę minut, że to chwila ... 

Wierzę, że Wy tak nie robicie, ale jedna wielka prośba. 
Jeśli widzimy taką sytuację, nie ma co czekać przez pół godziny na rodzica. 
W ciągu pół godziny, wiele może się stać, a my możemy nie być tego świadomi. 
Bo jaką mamy pewność, że śpiące dziecko faktycznie śpi?
ZAWSZE REAGUJMY! 


W ten sposób, możemy uratować czyjeś życie ... 
Życie dziecka. 



Ten film poruszył mnie bardzo. Mam nadzieję, że tak samo zadziała i na innych. 
Że utkwi im w pamięci na zawsze. By zawsze pamiętali, czym grozić może parę chwil ... spokoju. 

czwartek, 11 lipca 2013

Mam czasem takie sny ...

Jest piękny, letni wieczór. Słońce zachodzi, ukazując fragment nieba, oblany szkarłatem i purpurą. Gdzieś w trawie słychać letni koncert świerszczy. Trawa szumi, szumią drzewa w lesie nieopodal. W oddali widzę palące się drzewa. Jest gorące lato, pożary lasów to norma. Namaluj mi ten ogień - prosi mąż. 
Stoję z blokiem, w ręku trzymam paletę pasteli i przygryzając jedną z nich zastanawiam się, jak uchwycić to piękno, ten kolor. Jak na kartce papieru utrwalić ruch płomienia. 
Obracam głowę. 
Płomienie ognia skaczą już po ogrodowych drzewach. Z korony, na koronę, z drzewa na drzewo.
Matko! 
Mój Dom!
Rzucam wszystko i biegnę - ile tchu w piersi, ile sił w nogach biegnę do domu, do dzieci. Kłęby dymu utrudniają oddychanie, płuca palą żywym ogniem. Zasłaniam ręką łzawiące oczy, dym jest już wszędzie. Mijam gospodarstwo ... w biegu wykrzykuję tylko błędne imię gospodyni i biegnę dalej. Przez głowę przelatuję skrawek myśli - tak tam ciemno ... Mijam dom sąsiadów. Chcę podbiec, zapukać, krzyknąć, by się ratowali - kątem oka zauważam męża. Biega z wiadrami pełnymi wody polewając schody. U góry są dzieci. Wbiegam po dwa stopnie, łapię Olunię, która trzyma się kurczowo poręczy.
Roksana! Chodź szybko! 
Krzyczę do dziecka, które po tylko sobie wiadomą rzecz chce wrócić do pokoju.
 Łapię za rękę i schodzimy! 
Szybko! Weź chłopców! 
Krzyczę do męża w biegu, próbując z płonącego domu wydostać moje dziewczynki. 

Spocona, z bijącym za szybko, za mocno sercem zrywam się z łóżka. 
Roztrzęsiona ręka sama wędruje do piersi, próbując uspokoić to dudniące głośno serce.
To był sen. 
Rozglądam się po domu. 
Boże!
 To był tylko sen!

Serce wciąż dudni, nie uspokoi się, dopóki nie sprawdzę co z dziećmi. 
Zaglądam do pokoju. Słyszę ich miarowe oddechy.
Olunia, jak zwykle rozkopana z nogami rozrzuconymi po całym łóżku
przekręca się na drugi bok. Przykrywam ją delikatnie kołdrą,
 głaszczę po głowie. Roksance z pod kołdry wystaje tylko czubek głowy.
 Głaszczę ją po włosach, uśmiecha się przez sen ... 
ciekawe, co jej się dzisiaj śni ...
Oskarek śpi w nogach łóżeczka. 
Tak, jak on tylko potrafi, z nogami pod sobą klęcząc z pupą do góry wypiętą śpi słodko, oddycha powoli. Janek co chwila się wierci.
 Przez sen, niespokojnie, szuka ustami maminej piersi. 
Pewnie za chwilę się obudzi ... . 
Robiąc obchód po domu zaglądam we wszystkie okna, 
sprawdzam czy nigdzie nie widać płomieni. 
Wychodząc na balkon, głęboko wciągam powietrze. 
Jest świeże. Jest rześkie. Bez dymu. 
Za plecami słyszę coraz głośniejsze marudzenie Janka. 
Obudził się. Stoi w łóżeczku, wpatrując się w drzwi. Czeka na mnie.

Siadam z nim na łóżku i po chwili zasypia, wtulony w mamine ramiona.
 Moje serce powoli się uspokaja, choć jeszcze długo nie będę mogła zasnąć.
Jak dobrze, że mieszkamy na parterze. jak dobrze, że to był tylko sen.

 A jakby to była prawda? 
We śnie nie ostrzegłam sąsiadów. 
Minęłam ich domy. 
Bałam się, że nie zdążę do dzieci, że nie uratuję ich, że spłoną. 
Potencjalnie - skazałam ich na śmierć. 
Co bym z robiła w rzeczywistości? 
Jak bym się zachowała? 
Dokąd wybiegłabym z dziećmi? 
Gdzie było by bezpiecznie?

Jeszcze długo nie mogłam zasnąć, rozmyślając o tym, co by było gdyby.
Po głowie przetaczała się burza myśli analizując cały sen w każdy możliwy sposób. 
Dlaczego nie podbiegłam do sąsiadów? Dlaczego nie obudziłam, nie ostrzegłam?
Dlaczego wzięłam dziewczyny, nie szukając nawet chłopców? 
Kogo ratować najpierw? 
Jak ratować, jeżeli w domu zostałabym sama?
Jak zachować się, gdyby to nie był jednak sen?
Jak dobrze, że mieszkamy na parterze ...  
Czemu nie zadzwoniłam po pomoc? 
Gdzie miałam telefon?

Jeszcze teraz, choć nie śpię już od dawna, ten sen siedzi mi w głowie.
Czasem mam takie sny. Nie tylko o pożarze. Mam sny, z których zrywam się w środku nocy, zalana potem, z walącym sercem, łapiąc oddech, jak po długim maratonie. 

Macie takie sny?
Budzicie się tak czasem?
Budzicie się czasem, czując nieodpartą potrzebą sprawdzenia, 
czy z waszymi najbliższymi jest wszystko w porządku?
Zaglądacie w środku nocy do pokoju dzieci, by upewnić się że śpią spokojnie?
Sprawdzacie, czy na pewno zamknięte są drzwi? Czy zabezpieczyliście okna?
Czy wy też, tak czasem macie?

piątek, 14 czerwca 2013

Strach ma Wielkie Oczy ...

"Dawno, dawno temu. za siedmioma górami, za siedmioma rzekami, za żółtymi dolinami żył sobie strach. Strach był STRAAAASSSZZZNNYYY. 
Strach był STRAAAASSSZZZNNYYY i porwał Roszpunkę. 
I ten STRAAAASSSZZZNNYYY strach przeciął ją na pół i zjadł. 
Upiekł ją w ogniu. 
A potem skakał ... tak skakał !! 
Głośno bardzo skakał! 
A potem się turlał i kręcił ten strach!
 Taki był STRAAAASSSZZZNNYYY! 
A potem zwymiotował ją strach, bo był STRAAAASSSZZZNNYYY. "

Taką oto bajkę, na dobranoc usłyszała Olunia. 
Nie, nie ode mnie. Od męża również nie. Od kogo więc?
 Kto dzieciom takie bajki na dobranoc opowiada? 
Tak, Roksanka! 
Moja Kochana Córeczka postanowiła ululać Olunię, 
a jako że co wieczór staramy się czytać im (lub wymyślać i opowiadać) jakąś bajkę,
 to i Roksanka postanowiła spróbować swych sił w tej dziedzinie. 

A teraz mama siedzi i zastanawia się, skąd jej dziecko czerpie pomysły. 
Skąd ten Straszny Strach? 
Czemu Straszny Strach kogokolwiek rozcina? 
Czemu piecze na ogniu i zjada? 
A w dodatku jeszcze wymiotować mu się zdarza ... . 
Przyznaję, że w czasie opowiadania bajki musiałam usta kołdrą zakryć,
 a i tak zostałam pouczona że w czasie bajki należy być cicho i słuchać. 
Ale nie mogłam powstrzymać się od śmiechu. 
Bajka znakomicie okraszona animacją i ruchem, 
straszność stracha doskonale podkreślona,
 jego poczynania zaś wspaniale zobrazowane mimiką i gestem - to wszystko spowodowało, że bajka zamieniła się w cudny spektakl. 
Cudny, ale też straszny ... .

Dlaczego Roksanka opowiedziała akurat taką bajkę? 
Dlaczego ta bajka była taka straszna? 
Widzę wiele plusów ... 
bo wiem, że Roksanka pamięta na przykład to,
 że zaraz po jedzeniu nie należy skakać i się turlać, bo może się to skończyć nudnościami ...
 ale sama koncepcja trochę mnie przeraziła! 

Nie oglądamy strasznych bajek,
 nie czytamy baśni ze smutnymi zakończeniami, 
nie straszymy tym co nie znane,
 a jednak głównym bohaterem bajki wymyślonej przez Roksankę, 
jest właśnie Straszny Strach. 
Skąd się wzięła ta mara?
 Jak dobrze zna ją moje dziecko? 
Zdarza się, że śnią się Roksance koszmary. 
Wiem, że to w dużej mierze moja wina. 
Dlaczego? Bo oglądam wiadomości. 
Nie zawsze. W sumie to rzadko. Ale oglądam i nie wyganiam dzieci. 
A one tak wiele rozumieją ... pożary, powodzie, wypadki ... .
 Ona to widzi. Rozumie.
 I gdzieś to w niej siedzi. 

Co zrobić? 
Nie oglądać? 
Wyganiać do innego pokoju?
 Ktoś powie że trzeba tłumaczyć. 
Ależ ja tłumaczę, wszystko o co zapyta, czego jest ciekawa, staram się przedstawić w sposób, który będzie dla niej jasny, zrozumiały i odpowiedni do wieku.
Roksanka zna numer alarmowy, wie kiedy i w jakich sytuacjach powinna go używać. Tłumaczymy, w jakich sytuacjach, jak należy się zachować. 

A może właśnie tu jest problem? 
Może za szybko uczymy ją takich rzeczy? 
Może to jeszcze nie czas?
A może to zupełnie normalne? 
Czy dzieci w wieku pięciu lat tak właśnie mają? 
Podpowiedzcie, pomóżcie. 

Idę się zdrzemnąć i pomyśleć, 
jak przeprowadzić kolejną dorosłą rozmowę o strachu. 
Jak dowiedzieć się, skąd ten strach się wziął. 
A wtedy pomyślę - jak go z naszego domu wyrzucić. 

Straszzne oczy Stracha w wykonaniu Roksanki :)

piątek, 10 maja 2013

"Nad życie"

Jest godzina 20.20. 
Trzy moje najmłodsze kropelki śpią już w swoich łóżeczkach. 
Tak szybko zasnęły. 
Trochę z nudów, trochę z ciekawości włączam telewizor. 
Akurat zaczął się film. 
Film, o osobie, która żyła pełnią życia. 
O osobie, która cieszyła się każdym dniem, zarażając optymizmem innych. 
O młodej dziewczynie, przed którą otworem stał cały świat. 
Przez jedną, krótką chwilę, przez moment. 
Agata Mróz - Olszewska. 
Wspaniała dziewczyna, wspaniała siatkarka. 
Dziewczyna, która zyskując tak wiele, nagle wszystko zaczęła tracić.  
Stanęła jej na drodze choroba.  
Dziewczyna, której pragnienie urodzenia maluszka było tak wielkie, że postawiła na szali to, co miała najcenniejszego - swoje życie. 
By nowe, wspaniałe życie dać w zamian. 

Tak trudno na to patrzeć, tak tak ciężko to oglądać. 
Tak bardzo boli serce, gdy widzi się walkę człowieka o życie. 
O życie swoje i dziecka. 
O siebie samą i o córeczkę. 
O szczęście, o miłość, o wszystko. 

Film piękny. 
Porusza porusza emocje, daje do myślenia, porusza emocje. 
Przypomina o tych, którzy walczą z chorobą, ze słabością, z całym światem. 
O tych co wygrali i o tych, którzy żyją w naszych sercach, w naszych duszach opuściwszy ten nasz świat na zawsze. 
Ból, radość, łzy, cierpienie, nadzieja, miłość. 
Tak wiele uczuć, tak wiele emocji. Walka. 
Walka o życie i dla życia. 
O każdą jego minutę, o każdą sekundę, o przyszłość. 


Jak bardzo cierpią chorzy, co przeżywają, gdy mają świadomość że ich życie może się skończyć nie kiedyś, lecz już za moment, za chwilę? 
Co czuje rodzic, gdy ma świadomość, że na świecie zostawić musi małą, bezbronną istotę - swe dziecko. 
Co czuje człowiek, gdy wie, że jego odejście zrani tak wiele osób? 
Co czuje rodzina, bliscy, przyjaciele, gdy widzą tą nierówną walkę i mają świadomość, 
że nie pomogą, że nie zaradzą, że mogą tylko patrzeć, wspierać i współcierpieć?
 To jedyne co mogą i chyba najważniejsze. Wspierać i być. Po prostu być obok.

Każdy z nas ma chyba gdzieś, czasem daleko, a czasem obok siebie takie osoby. 
Niektórzy z nas są tymi chorymi, inni to rodzina, znajomi, przyjaciele - to osoby które również cierpią. 

Nasi znajomi, nasi bliscy, my sami ... w każdej sekundzie, 
w każdej minucie, gdzieś zaczyna się a gdzieś kończy się walka. 
Walka o życie. 
Tu nie ma wygranych, przegranych ... tych ważnych i tych mniej ważnych. 
W tym miejscu wszyscy stajemy się równi. 
Gdy zrobiło się wszystko, gdy już więcej nie można ... ta bezsilność, ta małość przytłacza. Zostaje nadzieja, i to wszystko co po sobie zostawiamy na co dzień. 
A gdy i nadzieja zgaśnie, gdy zgaśnie płomień naszego życia, co po nas zostanie? 

"Żyj tak, jakby każdy dzień miał być tym ostatnim"
James Thumber

Tak, to chyba najlepsze, co możemy zrobić, by żyć, by czuć, by kochać ... "Nad Życie"
By zawsze być gotowym na to, na człowiek gotowym się nie staje.


Dla siebie, dla bliskich, dla świata ...
Bo życie toczy się dalej ...