Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kobieta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kobieta. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 19 listopada 2020

Dziennik Covidziaka


28 października – środa.  Pojawiło się sporadyczne pokasływanie. Nie wiążę tego z chorobą. W końcu to jesień. Ona ma swoje prawa. 

30 października – piątkowe popołudnie. Tak bardzo zaczęły boleć mnie plecy.  Oba boki, od pasa w górę, na szerokość dłoni. Wieczorem pojawia się gorączka: 37,4'C. Ani ból pleców, ani gorączka zbytnio mnie nie martwi. Plecy bolą przecież często, a taka temperatura ... to w sumie nie gorączka przecież.

poniedziałek, 11 września 2017

Energia jesieni

Tegoroczna jesień, dała o sobie znać z przytupem. Już od początku września, wciąż siąpi deszcz, wciąż słońca, jak na lekarstwo, a i temperatury nie dają nam się porozpieszczać, oscylując, w dzień,  w granicach 15 - 17 stopni Celsjusza. Wokoło wciąż  jakoś tak mokro i smutno, aż chce się zakrzyknąć "Lato, wracaj do nas".  Wróci, tak jakoś za niecały rok pewnie, tymczasem trzeba radzić sobie jak co roku, z brakiem energii,  chęcią owinięcia się w kołdrę i obudzenia się późną wiosną. Z "nie chce mi się", "nie mam siły", "zmoknę", "zmarznę" i "dajcie mi spokój". 

niedziela, 15 maja 2016

Milczenie.

Wkurza mnie cisza, po wszystkim. Wkurza, że nikt nie przychodzi, nie porozmawia, nie omówi ze mną tego co działo się, gdy spałam. Sprawdzają czy nie gorączkuję i wychodzą. Sprawdzają czy rana nie krwawi, zmieniają opatrunek i wychodzą. Pytam lekarki jak to wygląda, mówi że dobrze. Proszę by powiedziała jak przebiegła operacja, co zrobiono, mów że musi zajrzeć w protokół. Wychodzi. 

piątek, 1 stycznia 2016

Krok w Rok

Nie stary, bo nowy, tak inny. Kolejny już rok jest za nami. Choć przeszłość przyniosła włos siwy, to wciąż żywe są różne plany. Wybaczcie mi moje milczenie, rok zeszły z kilofem nas gonił. Czas taki, że wciąż nam go mało, na rzeczy te ważne, ważniejsze.  Lecz wciąż trwamy w tym razem. Rodzina- to najważniejsze. 


poniedziałek, 4 maja 2015

Lektura pełna Grzechu

Kolejność, dowolna. Autorzy - różni. Łączy ich to, że potrafią wywołać na twarzach czytających rumieńce, i może ... może pozwolą wam odkryć nowe, nieznane dotychczas możliwości. Każda z serii pełna jest erotyzmu.  Każda z serii, każda z tych książek mnie zaciekawiła. Każda, niesie ze sobą coś nowego.  Na topie jest teraz,  znać Greya. A inne serie erotyczne znacie? ...

piątek, 26 września 2014

Torba pełna marzeń.

Za oknem już prawie noc. Obok mnie, jeszcze Olunia przytula głowę do mej ręki. Jeszcze trochę i zaśnie. A ja? Ja zacznę marzyć. Zapraszam Was na wirtualną kawę, i spacer, po wypełnionej po brzegi torbie. Torbie, pełnej serca. Załóżmy, że dzieci śpią. Dom, po brzegi wypełniony jest ciszą i magią ...  czas oddać się marzeniom.  

czwartek, 18 września 2014

Boskich B(l)ogiń czas

Gdańsk. Miasto, które, kusi ogromem zabytków, przywołuje w pamięci wiele legend. W jego centrum, na wyspie stoi szereg spichlerzy. W tym ten, zbudowany w podzięce, dla Króla Kazimierza Jagiellończyka.  Spichlerz Królewski. 

niedziela, 21 lipca 2013

niedzielna chwila oddechu

Zamiast szumu drzew, zieleni, błękitu tafli jeziora dziś cisza. 
Roksanka najpierw z gorączką, teraz ledwo 35.9'C i śpi. 
Obserwuję, sprawdzam, mam nadzieję że tylko ją przewiało, 
zwłaszcza że katarek wodnisty od rana dokucza. 
Dzień spędziliśmy więc w domku, leniąc się niemiłosiernie,
 z boku na bok przewracając dupencje - odpoczywając. 


Paznokcie pomalowane na fiolet od Wibo, i nawet te od stóp doznały zaszczytu,
 choć trzy razy zmywać musiałam uciekając przed małymi łapkami pomocników.

 "Dotyk Złodziejki", co z pod pióra Mii Marlowe wyszedł,
ostatnią stroną przywitał wieczór, euforię cichą wywołując,
 że oto od tak długiego czasu, po raz pierwszy udało mi się lekturę zacząć,
 i w ciągu miesiąca skończyć, w tym większość dzisiaj. 

A teraz czas na serię Kiss, lekką, wakacyjną, w sam raz na chwilę. 
Za książki z tej serii dziękuję bardzo Monice, autorce bloga MAGNOLIE. 
Te dwie książeczki u niej na blogu, w rozdaniu udało mi się wygrać. 


Myślę, że i takie dni są w życiu potrzebne jak przecinek w zdaniu - jak oddech.
 Znak stopu, co pozwala zatrzymać się na chwilę,
odsapnąć i nabrać sił na kolejny długi tydzień. 
Zamiast pędu życia, zamiast biegu wiecznego kapcie, fotel i książka. 
I kawa do tego, dopełniająca obrazka ... czyżby starości?
Taki przedsmak?

Ciekawe, jaki będzie ten czas, za lat wiele, gdy już dzieci odchowane będą i wnuki do drzwi zapukają.
Czy jak dziś, z książką czas spędzać będę na fotelu swe gniazdko ścieląc?
Czy po lesie biegać, na grzyby, jagody bo czasu na siedzenie szkoda będzie. 
Może z plecakiem, po górach, ramię w ramię z Mężem piesze wycieczki uskuteczniać będziemy?
Czy dotrwamy w ogóle?

A wy? Jak wyobrażacie sobie przyszłość?

niedziela, 14 lipca 2013

Spacer z żabką :)

Dziś króciutko i zdjęciowo znów :) 
Dzień był długi i szary, ale wieczór, słońcem, wynagrodził nam wszystko!
Zapraszam na spacer po okolicy!
Tylko uważajcie na malutkie żabki,
bo mnóstwo ich na dróżce było ku uciesze dziewczynek :)

























Było super! 
A widoki ... 
No powiedzcie sami czy nie było pięknie?
Zboże, kwiaty, słońce, błękitne niebo ... te kolory, zapachy wręcz hipnotyzują!
Aż nie chciało się wracać!






















Nie mogłam nie spróbować zrobić fotki żabkom!
Maluszki były nie większe niż mój paznokieć!
Mimo że zrobiłam im kilkanaście  zdjęć, to na tym tylko widać, że żabka to żabka :)
A gdzie ona się ukryła?
Znajdziecie ją?




czwartek, 11 lipca 2013

Mam czasem takie sny ...

Jest piękny, letni wieczór. Słońce zachodzi, ukazując fragment nieba, oblany szkarłatem i purpurą. Gdzieś w trawie słychać letni koncert świerszczy. Trawa szumi, szumią drzewa w lesie nieopodal. W oddali widzę palące się drzewa. Jest gorące lato, pożary lasów to norma. Namaluj mi ten ogień - prosi mąż. 
Stoję z blokiem, w ręku trzymam paletę pasteli i przygryzając jedną z nich zastanawiam się, jak uchwycić to piękno, ten kolor. Jak na kartce papieru utrwalić ruch płomienia. 
Obracam głowę. 
Płomienie ognia skaczą już po ogrodowych drzewach. Z korony, na koronę, z drzewa na drzewo.
Matko! 
Mój Dom!
Rzucam wszystko i biegnę - ile tchu w piersi, ile sił w nogach biegnę do domu, do dzieci. Kłęby dymu utrudniają oddychanie, płuca palą żywym ogniem. Zasłaniam ręką łzawiące oczy, dym jest już wszędzie. Mijam gospodarstwo ... w biegu wykrzykuję tylko błędne imię gospodyni i biegnę dalej. Przez głowę przelatuję skrawek myśli - tak tam ciemno ... Mijam dom sąsiadów. Chcę podbiec, zapukać, krzyknąć, by się ratowali - kątem oka zauważam męża. Biega z wiadrami pełnymi wody polewając schody. U góry są dzieci. Wbiegam po dwa stopnie, łapię Olunię, która trzyma się kurczowo poręczy.
Roksana! Chodź szybko! 
Krzyczę do dziecka, które po tylko sobie wiadomą rzecz chce wrócić do pokoju.
 Łapię za rękę i schodzimy! 
Szybko! Weź chłopców! 
Krzyczę do męża w biegu, próbując z płonącego domu wydostać moje dziewczynki. 

Spocona, z bijącym za szybko, za mocno sercem zrywam się z łóżka. 
Roztrzęsiona ręka sama wędruje do piersi, próbując uspokoić to dudniące głośno serce.
To był sen. 
Rozglądam się po domu. 
Boże!
 To był tylko sen!

Serce wciąż dudni, nie uspokoi się, dopóki nie sprawdzę co z dziećmi. 
Zaglądam do pokoju. Słyszę ich miarowe oddechy.
Olunia, jak zwykle rozkopana z nogami rozrzuconymi po całym łóżku
przekręca się na drugi bok. Przykrywam ją delikatnie kołdrą,
 głaszczę po głowie. Roksance z pod kołdry wystaje tylko czubek głowy.
 Głaszczę ją po włosach, uśmiecha się przez sen ... 
ciekawe, co jej się dzisiaj śni ...
Oskarek śpi w nogach łóżeczka. 
Tak, jak on tylko potrafi, z nogami pod sobą klęcząc z pupą do góry wypiętą śpi słodko, oddycha powoli. Janek co chwila się wierci.
 Przez sen, niespokojnie, szuka ustami maminej piersi. 
Pewnie za chwilę się obudzi ... . 
Robiąc obchód po domu zaglądam we wszystkie okna, 
sprawdzam czy nigdzie nie widać płomieni. 
Wychodząc na balkon, głęboko wciągam powietrze. 
Jest świeże. Jest rześkie. Bez dymu. 
Za plecami słyszę coraz głośniejsze marudzenie Janka. 
Obudził się. Stoi w łóżeczku, wpatrując się w drzwi. Czeka na mnie.

Siadam z nim na łóżku i po chwili zasypia, wtulony w mamine ramiona.
 Moje serce powoli się uspokaja, choć jeszcze długo nie będę mogła zasnąć.
Jak dobrze, że mieszkamy na parterze. jak dobrze, że to był tylko sen.

 A jakby to była prawda? 
We śnie nie ostrzegłam sąsiadów. 
Minęłam ich domy. 
Bałam się, że nie zdążę do dzieci, że nie uratuję ich, że spłoną. 
Potencjalnie - skazałam ich na śmierć. 
Co bym z robiła w rzeczywistości? 
Jak bym się zachowała? 
Dokąd wybiegłabym z dziećmi? 
Gdzie było by bezpiecznie?

Jeszcze długo nie mogłam zasnąć, rozmyślając o tym, co by było gdyby.
Po głowie przetaczała się burza myśli analizując cały sen w każdy możliwy sposób. 
Dlaczego nie podbiegłam do sąsiadów? Dlaczego nie obudziłam, nie ostrzegłam?
Dlaczego wzięłam dziewczyny, nie szukając nawet chłopców? 
Kogo ratować najpierw? 
Jak ratować, jeżeli w domu zostałabym sama?
Jak zachować się, gdyby to nie był jednak sen?
Jak dobrze, że mieszkamy na parterze ...  
Czemu nie zadzwoniłam po pomoc? 
Gdzie miałam telefon?

Jeszcze teraz, choć nie śpię już od dawna, ten sen siedzi mi w głowie.
Czasem mam takie sny. Nie tylko o pożarze. Mam sny, z których zrywam się w środku nocy, zalana potem, z walącym sercem, łapiąc oddech, jak po długim maratonie. 

Macie takie sny?
Budzicie się tak czasem?
Budzicie się czasem, czując nieodpartą potrzebą sprawdzenia, 
czy z waszymi najbliższymi jest wszystko w porządku?
Zaglądacie w środku nocy do pokoju dzieci, by upewnić się że śpią spokojnie?
Sprawdzacie, czy na pewno zamknięte są drzwi? Czy zabezpieczyliście okna?
Czy wy też, tak czasem macie?

piątek, 5 lipca 2013

Misz masz

Tak, tak!
Dobrze trafiliście.
 To dalej Kropelki tylko w nowej odsłonie :)
Prace nas stroną dla firmy w któej pracuje mąż zainspirowały mnie do zmian na blogu. 
Bo jak to tak może być że nad cudzą stroną pracuję, a swoją zaniedbuję?
Podoba Wam się?
Coś jeszcze byście zmienili?
Czy tak może być?

Logo i tło do bloga zrobiłam sama :)
Na czymś trzeba ćwiczyć zdobytą wiedzę, bo ucieknie :)

Uwielbiam takie zabawy - bo zabawą było dla mnie robienie banera który w pierwotnej wersji miał latające napisy, ale jego wielkość wyszła zbyt porażająca by go na blogu umieścić ... tak, ponad 63 MB miał baner :P
Zabawy z kolorem, z cieniem, ikonami ... dopasowywanie, łącznie i efekt końcowy - tak różny od od pierwotnego zdjęcia. To chyba kocham najbardziej. To poczucie zmian. Myśl, że zrobiłam coś sama i że mi się to podoba. 
Jeszcze za Krople Testują muszę się zabrać. 
Zostały biedne w starym image'u, więc i nad tą stroną muszę popracować. 
Tylko pomysłu brak na razie. 

Testy z Mam wciąż w toku. Niestety mój sprzęt do zdjęć (czytaj - telefon) zbuntował mi się i nie chce ze mną współpracować. Ale już nie długo mam nadzieję i z tym kłopotem się uporać i pokazać Wam, co o skarbach od MAM myślą moje Kropelki. 

A poza tym muszę się pochwalić! 
A właściwie nie się ale chłopców!
Obaj robią już pojedyncze kroczki, ładnie ćwiczą chodzenie za rączkę. 
Janek zaskoczył mnie dziś naśladując klaskanie Roksanki!
Ale się zdziwił gdy mu się udało. 
Moje dzielne łobuziaki!
Kochane urwisy. 

Roksanka i Ola za to broją więcej niż zwykle :)
Naśladują się na wzajem,
 kłócą się, 
by za chwilę leżeć na podłodze w pełnym miłości siostrzanym uścisku,
 lub bawić się w najlepsze tymi samymi zabawkami. 
Nie ma to jak rodzeństwo!

Pierwsza w nocy ... uciekam więc, 
by przed spaniem odetchnąć świerzym po wieczornych burzach i deszczu powietrzem.
Wychodzicie czasem o tej porze na dwór?
Tak na chwilę? Na minutę?
Uwielbiam patrzec na rozgwieżdżone niebo i wsłuchiwać się w ciszę nocy. 
Dzięku temu, wyganiam z głowy gonitwę myśli i szykuję się na dobry, spokojny sen. 
A tu jeden z przykładów jak siostry zajmują się sobą na wzajem :)
Roksanka uwielbia "czytać" siostrze.
A historie jakie opowiada są nie z tej ziemi :D

czwartek, 4 lipca 2013

Z refleksją.

Na blogu moim cisza, 
w życiu cisza przepleciona z oczekiwaniem na piątek i wizytę u pani doktor. 
Czy w końcu czegoś się dowiemy? 
Dostaniemy skierowanie? 
Nie wiem, ale jakoś tak nerwy mi opadły.
 Czekam spokojnie w duszy licząc - że wszystko się uda. 
Komputer tymczasowo przejął mąż - próbuje zrobić projekt nowej strony dla firmy,
 co przy braku odpowiednich programów jest ... hmm ... nie używając słów męża ... trudne :D
 Ale powoli idziemy do przodu. 
Powoli - bo i ja podglądam, zadaję tysiąc niemądrych pytań,
 bo się nie znam a chciałabym wiedzieć. 
Te skrypty, HTML, CSS, kody, kodziki - przeraża mnie to wszystko i patrzę z podziwem jak on się w tym odnajduje. 
Lubi to - to prawda.
 Jednak zrobienie wszystkiego tak, jak widzi się to w głowie, z wizją, pomysłem, planem ... wcale nie jest takie proste. 
Ale i tak podglądam, pytam, lubię wiedzieć. 
A nuż kiedyś mi się taka wiedza przyda ... kto wie ... . 
Nigdy nie wiemy jakie wyzwania postawi przed nami życie, 
dlatego staram się chłonąć wiedzę jak gąbka. 
Bo coś zawsze może się przydać. 
Życie może nas znów zaskoczyć, a wtedy będę mogła powiedzieć - spróbuję! 
Widziałam, podglądałam, to i spróbuję. 
W życiu wiele jest niewiadomych, lecz zawsze możemy próbować. 
Próbować poznać, zrozumieć, stanąć twarzą w twarz i wygrać. 
Tak myślę. 
Mam rację?
Czy też staracie się łapać chwilę, by poznać poczuć, zrozumieć?
 Bo może kiedyś, gdzieś ...? 
Czy boicie się podjąć wyzwanie?
 Strach, niepewność - one są z nami zawsze! 
Pytanie, chować się? 
Czy wyjść na przeciw? 
By posmakować wszystkiego co uznamy za słuszne?
Wszak życie jest tylko jedno ...!

wtorek, 2 lipca 2013

Granice ...

Tak wiele poświęcamy dla innych, w tak wielu przypadkach zmieniamy nasze zdanie. 
Bo on ... 
bo ona ... 
bo ją/jego, 
bo im ...
 zapominamy o sobie, stawiamy poniżej innych. 
Dlaczego? 
To nasze poczucie własnej wartości ... czasem ono dobija. 
Bo w takich właśnie sytuacjach czujmy, wiemy, że dla innych zrobimy wszystko - oddając w zamian to co nasze. Tracimy, gubimy siebie - bo on, bo ona, bo oni ... 
nie da się żyć, nie krzywdząc innych. 
Nie da się żyć nie zadając bólu. 
Jak bardzo byśmy się starali, zawsze znajdzie się ktoś, kto przez nas poczuł się gorszy. 
Ale może za dużo już w życiu tych innych?
 Może czas i na siebie spojrzeć? 
Krytycznym wzrokiem zmierzyć, ocenić - dojrzeć do tego by powiedzieć JA!
 JA potrzebuję, 
MI to jest potrzebne, 
DLA MNIE robię to co robię - nie dla innych. 
Nie dla ciebie wścibska babo, nie dla ciebie roszczeniowy facecie!
Nie dla niej i nie dla niego. 
Dla siebie!
Bycie mamą jednak zmienia człowieka. 
Dla rodziny zrobi się wszystko. 
Niestety bardzo często w tym wszystkim gubimy siebie. 
Nasze potrzeby z biegiem czasu przestają być ważne - jest przecież tyle innych potrzeb, ważniejszych, bardziej istotnych ... .
 Gubimy same siebie, zatracamy się, rozmywamy na rzecz szeroko pojętej "Rodziny". 
Gorzej, że ta "Rodzina" wciąż się powiększa! 
O "dobre ciocie, o Wujków mnóstwo, dziadków, babcie" ... 
Każdy zaglądający do wózka czuje się, jakby miał prawo komentować, jakby był Rodziną, 
 "Babcie tysiąc rad" choć spokrewnione nie są wielce się burzą, że o "ich" maleństwo nie dbamy, dziadkowie pomstują na wychowanie "wnuków", "ciocie" i "Wujkowie" zawsze wiedzą lepiej, zawsze mądrzej prawią i zawsze mają rację... 
Nie zatracajmy siebie, walczmy, by u nasze potrzeby stały na równi z innymi!
Macieżyństwo nie może obniżać statusu kobiety-matki  w społeczeństwie. 
Dalej należy nam się szacunek, prawo do własnych potrzeb, do własnego zdania, do realizacji marzeń, do samospełnienia. 
Oczywiście nasze spojrzenie na świat wraz z narodzinami naszych pociech zmienia się, zmieniają się nasze priorytety. Ale nie pozwólmy, by cały świat przejął nad nami władzę!

Często spotykam takie mamy, zahukane, zagubione, z rozpaczą patrzące na innych, 
czekające na podanie ręki i z pokorą przyjmujące kolejne bury i razy, 
bo jak one śmią! 
Jak śmią mówić o sobie, marzyć o sobie, o  sobie myśleć! Ja sama czasem czuję, że zaczynam się gubić. 
Dlatego mówię NIE! 
Ja też jestem ważna, też jestem pełnowartościowym członkiem społeczeństwa! 
Mam prawo głośno mówić o tym, co mnie boli, co mnie porusza, co martwi, niepokoi, cieszy.
 Mam prawo do samorealizacji, do własnego zdania.
 Mam prawo powiedzieć "to moje dzieci, ja wiem lepiej"! 
Każda z nas ma takie prawo.
 Musimy tylko pamiętać o jednym.
 To prawo dotyczy nas w ograniczonym zakresie. 
Ograniczonym, do naszego życia, naszych wózków i naszych pociech. 
Jeżeli poczujemy się zbyt ważne - wejdziemy na pozycję "Dobrej cioci" Babci tysiąc rad" 
Czy w przypadku mężczyzn tego "Dziadka" - speca od wychowania, lub "Wujka" co najlepiej wie, co dla nas jest ważne. 
Czy na pewno tego chcemy?
Gdzie zaczyna się granica i gdzie się kończy? 
Jak znaleźć złoty środek?
Kiedy schylić z pokorą głowę a kiedy stanąć stanowczo i krzyknąć "NIE!"?

Myślę, że granicę określa jedno zdanie. 
"Niech każdy zajmie się sobą" ... . 
Oczywiście zwracamy uwagę na rzeczy rażące, na krzywdę innych,
 na akty szeroko rozumianej przemocy, zaniedbania, porzucenia - i w tych przypadkach mamy obowiązek zareagować. Tylko ... no właśnie ... to jak to jest z tą granicą?
Czy naprawdę tak istotne są ubrudzone spodenki, płacz dziecka zabieranego ze sklepu bez wypatrzonej zabawki, czy zbyt żywiołowo wyrażana radość? 
Zamiast tego spójrzmy w drugą stronę - na głodną dziewczynkę,
 która przełykając ślinkę zerka na nasz kawałek kanapki, 
na wrzask dziecka, bitego przez Super Babcię,
 lub na to dziecko, które na 10 stopniowym mrozie na samej bluzeczce na dworze biega ... . 
Są rzeczy ważne i mniej ważne. 
My musimy postawić granicę. 
I jej przestrzegać!


poniedziałek, 1 lipca 2013

Gościnnie i z refleksją :)

Ależ to był zakręcony dzień!
Z poranny telefon wywołał na twarzy wielki uśmiech. 
Odwiedzili mnie goście z daleka, wnosząc ze sobą radość, szczęście,
 uśmiech dzieci i mnóstwo pozytywnej energii. 
Szybkie ciasto, wypad po kawę bo zbrakło
 (będę pamiętała o zapasie herbaty :))
 porządki i już, uśmiech, zapatrzone twarze chłopców, zawstydzona minka Oli i szaleństwo pytań Roksanki, kalkofonia dźwięków, wygłupy, moc radości ... 
Roksanka już pyta kiedy kolejna wizyta :))
Oby więcej takich odwiedzin, oby więcej takich chwil!
Było super!

Po południe za to spokojne, leniwe, ze spacerkiem, placem zabaw 
i refleksją na temat sensu bloga w tle ... .
Chyba każda z nas ma takie chwile, gdy zastanawia się po co ... .
 Po co się wysilać, tworzyć posty, starać się, wkładać sercę, duszę. 
Po co czas poświęcać i energię tracić. 
Wiem po co, wiem dla kogo. 
Nie wiem tylko czy dobrze ... . Ale to już inna sprawa. 
Kilka rzeczy muszę przemyśleć, poukładać wszystko w myślach od nowa. 

A teraz cisza i spokój wokoło, wszyscy śpią, 
tylko mama zamiast korzystać,
 klika w klawiaturę, próbując owo klikanie choć odrobinę dźwiękiem z telewizji płynącym zagłuszyć. 
Chyba skutecznie :)


niedziela, 23 czerwca 2013

Kochać ...

Dziś rodzinnie, bo dzień ojca w gronie domowym obchodzimy. 
Mój mąż jest, moim zdamiem, wspaniałym tatą. 
Mimo zmęczenia zawsze znajduje czas dla dzieci. 
Uwielbiam patrzeć na ich żarty, na ich pełne szaleństwa, śmiechu i wygłupów przekomarzania.
 To magiczne chwile, w których Tatuś gra pierwszą rolę. 
To taki piękny widok, gdy dorosły facet układa wieże z klocków, 
tłumacząc przy tym Roksance jak powinna stawiać klocki 
by wieża była jak najwyższa. 
Gdy pozwala się czesać, wpinać we włosy dziewczęce spinki, zakładać opaski ...
 i paraduje potem po domu 
prezentując z dumą nową fryzurę wymyśloną przez dziewczynki. 

Gdy biega na czworaka, 
a za nim reszta szkrabów i choć w życiu tak szybki
 to zawsze daje się złapać, 
dając dzieciom możliwość wykazania się sprytem. 
Gdy bierze dwójkę dzieci na ręce i wiruje z nimi w tańcu,
 a oni śmieją się, zanoszą się wręcz tą radością i beztroską. 
Gdy kładzie się wieczorem na łózku i biegnie pędem cała czwórka, 
by dopaść i być dopadniętą, wygilganą, wyłaskotaną i wycałowaną po wsze czasy.
 Z natury raczej impulsywny - dla nich odkrywa w sobie pokłady cierpliwości,
 tłumacząc po raz setny dlaczego bocian w dziobie siano trzyma, 
dlaczego chmury są takie pierzaste,
 dlaczego, dlaczego,
 dlaczego ...
A gdy nadchodzi pora na sen, otula swoje Kropelki kołdrą,
 na dobry sen buziaki rozdaje 
po czym zasiada na środku pokoju z książką na kolanach, 
by jeszcze przed snem przenieść Kropelki w krainę marzeń . 

Dziś również jeszcze jedno mamy święto. 
Takie małe, takie nasze ... . 
To już sześć lat, jak staliśmy przed ołtarzem, 
poważni, skupieni z roziskrzonymi oczami i gulą w gardle
 powtarzając słowa przysięgi. 
Sześć lat, odkąd przed ludźmi i Bogiem wyznaliśmy sobie miłość.
Od sześciu lat, ramię w ramię idziemy wspólnie przez życie,
 wspierając się, marząc, planując, 
kochając.
Sześć pięknych lat. 


piątek, 21 czerwca 2013

Gonitwa myśli

Zaczynam posta, by po chwili skasować te parę linijek. 
Siedzę, myślę, piszę od nowa i ... znów kasuję. 
Macie czasami taką gonitwę myśli, że na żadnej nie możecie się skupić?
Kotłują się w głowie, wirują jak liście na wietrze i gdy próbuję choć jedną uchwycić - ucieka. 
Tak wiele myśli, tak wiele wrażeń, chwila za chwilą, każdy moment godny uwiecznienia lecz wszystko jak migawka. 
Nie potrafię się skupić, wychwycić momentu, złapać tej chwili w dłoń 
- by zatrzymać. 
Tak chciała bym na moment stanąć w miejscu i wziąć głęboki oddech, 
lecz i na to brak czasu. 
A teraz siedzę wcinając gorzką czekoladę i próbuję zapanować nad haosem w mojej głowie. Chociaż wiem, że to bez sensu, to nic nie da. 
Ta gonitwa myśli mnie przeraża, nie mam nad nią kontroli. 
A ja nie lubię nie mieć kontroli. 

A jak to jest z wami? 
Nie przeraża Was brak kontroli nad życiem? 
Lubicie wszystko wiedzieć? 
Lubicie być pewnym? 
Czy dajecie ponieść się fali, czekając co przyniesie los? 

Swoją drogą, muszę przestać jeść czekoladę. 
Ostatnimi czasy, tabliczka dziennie- to norma, bez której nie jestem w stanie funkcjonować.  Gdy nie zjem, jestem jakaś śpiąca.
 Moje rozdrażnienie, mój niepokój i gonitwa myśli są nie do zniesienia.  
Chyba faktycznie czas odstawić chłopców od piersi i pomyśleć o sobie. 
Butelka coli, tabliczka czekolady i wieczne niedospanie ... ot mój dzień. 
Chyba czas coś zmienić ... .
Chyba czas zmienić siebie ... . 

czwartek, 20 czerwca 2013

Paczuszki kochane :D

Wiecie, mam po wczorajszym bilansie taką w głowie burzę, że póki co muszę jakoś uspokoić myśli. Coś więcej napiszę Wam, jak trochę będę spokojniejsza. 

A teraz czas oderwać myśli i zatopić się w radości otrzymywania.
A więc po kolei :)
Oto paczuszki, jakie dostałam w ostatnim czasie :))


Tą cudowną pakę różności wygrałam w rozdaniu u 4Choler, na blogu 


Bardzo bardzo dziękuję :) Paczka sprawiła mi ogromną radość !!!


Następna paczuszka przyszła od firmy Hipp, za wygraną w konkursie na ich stronie na FB. 
Co w niej było? 

Zielona łyżeczka przyszła osobno, za zarejestrowanie się na stronie, a reszta to już nagroda.
Bardzo się cieszę i dziękuję :)

Tylko czemu nie ma konkursów na Dzień Ojca? :P
Znaczy się są, owszem, dużo, 
ale ja bym chciała taki, 
w którym coś dla Taty da się wygrać,
a nie smoczek ... śliniaczek ... pieliszki ... kocyk ... 
czy inne cosie dzidziowe ...
Wiecie o co chodzi? :P
No, to mykam :)

niedziela, 16 czerwca 2013

Zmiany

Zmiany, zmiany, ciągłe zmiany ... zmianę wizualną na blogu pewnie już zauważyliście. 
Zresztą, na blogu co chwila coś zmieniam :)
 Taka już jestem, w domu też wciąż coś przestawiam, z nadzieją,
 że akurat tak będzie najlepiej ... na jakiś czas oczywiście . 

W życiu też ciągłe zmiany. 
Moi chłopcy mają już po dwa ząbki każdy. 
Sądząc po ilości ugryzień, ukąszeń, szarpnięć (z zaciśniętymi na moich brodawkach ząbkami) próbują wyjść kolejne. 
Co to oznacza dla mnie?
Mniejsza z płaczem, mniejsza z marudzeniem, z tym że są niespokojni, że chcą być wciąż na rękach.
Mniejsza z tym wszystkim. 
Ale czas już powoli odstawiać ich od piersi. 
Może, do roczku mi się uda, może nie ... ale będę próbowała. 
Nie chcę ich zmuszać do picia mleka z butelki, czego póki co nie cierpią, 
ale chcę ich do tego zachęcić. 
Powód jest prosty, egoistyczny, jedyny.
 Nie wyrabiam. 
Jestem ciąż nieprzytomna, niespokojna, nerwowa. 
Ich dwa karmienia nocne, dla mnie oznaczają co najmniej cztery pobudki nocą.
A karmień często jest więcej.  
Nie liczę tu pobudek po godzinie czwartej rano (bo to już rano jest). 
W dzień jest coraz lepiej. 
Coraz więcej posiłków mlecznych zastępuję normalnym jedzeniem.
 Także drugie śniadanie, obiadek i kolację (pierwszą) staram się podawać im w formie innej niż moja pierś. Staram się, bo póki co, ulubionym posiłkiem chłopców jest nadal mleko mamy. 
I nie było by w tym nic złego, gdyby nie ciągłe podgryzanie, szarpanie, drapanie i szczypanie moich piersi.
Nie było by nic złego, gdyby chcieli od czasu do czasu butelki spróbować, żeby mogła mama na dłużej niż godzinę, dwie, brzdąców z innymi zostawić. 
Gdybym mogła odpocząć.
 Choć trochę. 
Choć chwilę. 

Ależ się rozmarzyłam :)

Ale nic to. 
W sumie to miałam o czymś innym pisać. 
O gościach miałam pisać. 
Gościach, którzy zapowiadają się i nie przyjeżdżają. 
Też Wam to cały dzień rozbija? 
Mi tak, zwłaszcza jeżeli nie mówią że nie przyjadą, 
tylko po prostu nie przyjeżdżają informując o tym po godzinie od momentu, w którym powinni przekroczyć próg mieszkania i tylko dlatego, że dzwonię i pytam kiedy będą. 
Życie. 
Kiśniemy więc w domu,
 za oknami szaruga a w telewizji pingwiny z Madagaskaru :) 

Moje Kochane Gryzonie :)


sobota, 15 czerwca 2013

Dobranoc :)

Maluszki nakarmione śpią. 
I ja zmęczona dzisiejszym dniem, powoli szykuję się do snu. 
Aura dzisiejszego dnia nie wpłynęła na nikogo pozytywnie. 
Chłopcy marudni, ja sama nerwowa, ciśnienie zmienne ... dopiero po południu zrobiło się słonecznie, jednak wymęczona marudzeniem czekałam już tylko na moment,
 gdy dzieci pójdą spać. 
Długo musiałam czekać, oj długo. 
Dopiero przed 23 dzieciaczki stwierdziły, że czas już spać. 

Nastała więc ta chwila relaksu, ciszy, spokoju, tak wymarzona, wytęskniona i wyczekiwana. Szkoda tylko że i ja przysypiam,
 bo plany miałam wielkie i wiele rzeczy odłożone "na potem ..."
a zamiast tego siedzę i piszę. 
Ale cóż zrobić. 
Tak bardzo mi się nie chce. 
Zegar pokazuje cztery po północy. 
Czyli i tak się z planami we wczorajszym dniu nie zmieściłam, i zastało mnie dzisiaj. 

A dzisiaj? Dzisiaj zobaczymy co przyniesie dzień. 
Jakie niespodzianki, jakie wydarzenia ... zobaczymy. 

Tym czasem mówię Wam dobranoc :) 
I miłego dnia! 


piątek, 7 czerwca 2013

Dotyk Anioła

Są wydarzenia, które wpływają na całe nasze życie. 
Są momenty, których nie zapomnimy nigdy. 
Są twarze, które na zawsze zostaną w naszych sercach. 
Jest rok 2004.
  Siedzę przy szpitalnym łóżku, w nim moja, wtedy czteroletnia siostrzyczka, która spadła ze strychu. 
Rodzice zostać wtedy akurat nie mogli.
 Zostałam ja.
 W pokoju obok słychać było cichutki płacz dziecka. 
Weszłam do jasnej, przestronnej sali. 
Na środku stało jedno jedyne łóżeczko. 
Obraz, jaki ukazał się moim oczom, zostanie w moim sercu do końca życia. 

W łóżeczku leżał Anioł. 
Niespełna roczna dziewczynka.
 Jej oczy w kolorze  jaśniutkiego, błękitnego nieba okalały piękne, prawie białe, długie gęste rzęsy, które sięgały brwi. 
Malutkie, różowe usteczka układały się w podkówkę.
 Oczy spoglądały wciąż w jeden punkt, szukając tego, czego tylko Anioły mogą szukać. 
Tylko powiększona główka, i dren z pod plasterka wystający wskazywały, że malutka jest poważnie chora. 
Zawołałam pielęgniarkę, a gdy przyszła - wyszłam. 
Oszołomiona, ogłupiona. 
W szpitalu spędziłam wieczór, całą noc i ranek, a do niej nikt nie przyszedł. 
Gdy przyjechał Tata, powiedziałam mu o dziewczynce z sali obok. 
Poprosiłam, by dowiedział się czegoś więcej.
 Okazało się, malutka ma Wodogłowie, że jest bardzo chora ... że rodzice do niej nie przychodzą. 
Byli, może ze dwa razy.
 Na chwilę. 
Aniołek rok prawie leżał w szpitalu. 
Sam. 
Gdy tylko mogłam, zaglądałam do niej. 
Śpiewałam kołysanki, nuciłam cokolwiek, melodie, które miałam w sercu. 
Mówiłam do niej cichym głosem mając nadzieję, że mnie słyszy.

 Lekarze zauważyli, że nasza rodzina zagląda nie tylko do mojej dochodzącej do siebie siostry, ale też do tej samotnej Kruszynki. 
Poprosili Tatę, czy mógłby zostać jej chrzestnym. 
Chrzest odbył się w szpitalu. 
Nie było kwiatów, nie było radosnego oczekiwania, kolorów i gwaru. Był ksiądz, Tata i pielęgniarka ... i rodzice. 
Przyjechali na chrzest, by zaraz po nim odjechać. 
Jedyne, co udało się, to dać im numer telefonu. Z prośbą, by informowali go o losach Aniołka.  Krótko po tym telefon zadzwonił.

 Anioł wrócił do swego Domu. 
Tego prawdziwego, gdzie wszyscy są równi. 
Gdzie nikt nie wstydzi się swej odmienności. 
Gdzie nie ma chorób i wszyscy się Kochają.
 Kruszynka wróciła do świata, w którym wierzę, że w końcu była szczęśliwa.
 Płakaliśmy wszyscy. 
Płakaliśmy nad losem Aniołka, który przyszedł do nas na chwilkę, by za chwil parę wrócić do Nieba. 
Jej nie można już pomóc.

 Ale można pomóc innym.

Wojtuś urodził się 3 marca 2013 roku. 
I on został sam na świecie. 
Rodzice zostawili go w szpitalu.
 Jest bardzo chory. 
Tak jak mój Aniołek ze wspomnień cierpi na Wodogłowie. 
Cierpi też na rozszczep kręgosłupa i  stopy końsko - szpotawe. 
Ale jest dla niego nadzieja. 
Aby mógł zacząć chodzić, konieczna będzie długa i kosztowna rehabilitacja.  
Rodzice mu nie pomogą, ale bardzo wierzę, że znajdą się Anioły, które będą chciały mu pomóc. 
Jeden Anioł już się znalazł. 

To Magda, 
która prowadzi bloga 

Tam też znajdziecie informacje w jaki sposób możemy pomóc Wojtusiowi.
Ale nie tylko jemu,
 bo w:
 Domu Pomocy Społecznej Dla Dzieci
w Poznaniu
są też inne Aniołki, które potrzebują naszej pomocy. 

Jeżeli jesteście w stanie pomóc, zapraszam na bloga Magdy
Tam znajdziecie wszystkie potrzebne informacje. 

Wojtuś potrzebuje nie tylko środków na leczenie, ale też pampersów, ubrań, zabawek ... 


z Magdą można skontaktować się poprzez e-mail: 
matka.wygodna.tez.czlowiek@gmail.com


Na FB zostało utworzone specjalne wydarzenie

O Wojtusiu można przeczytać również TUTAJ


Pamiętajmy, że dlasze losy Wojtusia zależą właśnie od nas. 
Dajmy mu to, czego rodzice dać mu nie mogli. 
Dajmy nadzieję!