.

.

Szukaj na blogu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ząbkowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ząbkowanie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 lipca 2013

I znowu te ząbki ...

Wczoraj pochwaliwszy moich łobuziaków, dziś ponarzekać na nich muszę
Czemu? 
Wraca do nas temat ząbków, boleśnie, marudnie i niezbyt niestety przyjemnie.
Zwłaszcza dla innych. Zwłaszcza dla mnie samej. 
Chłopcy upodobali sobie niestety porę karmienia, jako dobry sposób na masaż dziąsełek. 
Nie było by w tym nic złego, gdyby nie te dwa dolne ząbki, którymi patrząc mi w oczy wpijają się bezlitośnie, wgryzają i trzęsąc główką ciągną w swoją stronę. 
Był już moment, że myślałam że wyjdą kolejne,
że będzie chwila spokoju, 
ale ustała na jakiś czas ich płaczliwość i potrzeba gryzienia w kółko wszystkiego, co popadnie, 
by teraz powrócić ... ze zdwojoną siłą niestety. 

Wczoraj oberwałam tak mocno, 
tak mocno Oskar mnie ugryzł, 
że obrażona odmówiłam podania mu piersi i przez pół godziny okład robiłam, próbując krwawienie zatamować. Nie było mi do śmiechu. 
Pierś cała z bólu pulsowała, a od dołu rana, na dwa zęby szeroka, krwawiąca, boląca jak diabli. 
Jemu też nie było, bo mleka nie chciał, stał obok mnie, płacząc, ręce wyciągając, bo chce ... 
Nie dałam, dopóki krew leciała, nie dałam. 
Potraktowałam dentinoxem, potraktowałam ibupromem, 
siebie jedynie zimnym okładem traktując
i gdy Oskar uspokoił się w końcu, a ja ranę do przyzwoitości doprowadziłam
 ze strachem i obawą z powrotem do piersi przystawiłam. 
Tym razem było dobrze. 

Musiało go boleć, wiem, rozumiem że ząbkowanie to bolesna sprawa, ale gryźć siebie też nie pozwolę.
Nie tak, nie w ten sposób. 
Zwłaszcza że chłopcy doskonale rozumieją, że niektórych rzeczy po prostu nie mogą. 
Inna sprawa że i tak próbują, ale wiadomo, że na wszystko potrzebny jest czas. 

W tej walce z ząbkami mamy nowego sprzymierzeńca. 
Jest z nami od trzech tygodni. 
O czym mowa? 

To nowy gryzak, który otrzymałam od firmy MAM  Baby do przetestowania. 
Jesteście ciekawi jak się sprawdza?
Czy radzi sobie z bolącymi dziąsełkami?
Czy pomaga?
Czy chłopcy go lubią?
Zapraszam TUTAJ!
Wszystkiego się dowiecie:)

niedziela, 16 czerwca 2013

Zmiany

Zmiany, zmiany, ciągłe zmiany ... zmianę wizualną na blogu pewnie już zauważyliście. 
Zresztą, na blogu co chwila coś zmieniam :)
 Taka już jestem, w domu też wciąż coś przestawiam, z nadzieją,
 że akurat tak będzie najlepiej ... na jakiś czas oczywiście . 

W życiu też ciągłe zmiany. 
Moi chłopcy mają już po dwa ząbki każdy. 
Sądząc po ilości ugryzień, ukąszeń, szarpnięć (z zaciśniętymi na moich brodawkach ząbkami) próbują wyjść kolejne. 
Co to oznacza dla mnie?
Mniejsza z płaczem, mniejsza z marudzeniem, z tym że są niespokojni, że chcą być wciąż na rękach.
Mniejsza z tym wszystkim. 
Ale czas już powoli odstawiać ich od piersi. 
Może, do roczku mi się uda, może nie ... ale będę próbowała. 
Nie chcę ich zmuszać do picia mleka z butelki, czego póki co nie cierpią, 
ale chcę ich do tego zachęcić. 
Powód jest prosty, egoistyczny, jedyny.
 Nie wyrabiam. 
Jestem ciąż nieprzytomna, niespokojna, nerwowa. 
Ich dwa karmienia nocne, dla mnie oznaczają co najmniej cztery pobudki nocą.
A karmień często jest więcej.  
Nie liczę tu pobudek po godzinie czwartej rano (bo to już rano jest). 
W dzień jest coraz lepiej. 
Coraz więcej posiłków mlecznych zastępuję normalnym jedzeniem.
 Także drugie śniadanie, obiadek i kolację (pierwszą) staram się podawać im w formie innej niż moja pierś. Staram się, bo póki co, ulubionym posiłkiem chłopców jest nadal mleko mamy. 
I nie było by w tym nic złego, gdyby nie ciągłe podgryzanie, szarpanie, drapanie i szczypanie moich piersi.
Nie było by nic złego, gdyby chcieli od czasu do czasu butelki spróbować, żeby mogła mama na dłużej niż godzinę, dwie, brzdąców z innymi zostawić. 
Gdybym mogła odpocząć.
 Choć trochę. 
Choć chwilę. 

Ależ się rozmarzyłam :)

Ale nic to. 
W sumie to miałam o czymś innym pisać. 
O gościach miałam pisać. 
Gościach, którzy zapowiadają się i nie przyjeżdżają. 
Też Wam to cały dzień rozbija? 
Mi tak, zwłaszcza jeżeli nie mówią że nie przyjadą, 
tylko po prostu nie przyjeżdżają informując o tym po godzinie od momentu, w którym powinni przekroczyć próg mieszkania i tylko dlatego, że dzwonię i pytam kiedy będą. 
Życie. 
Kiśniemy więc w domu,
 za oknami szaruga a w telewizji pingwiny z Madagaskaru :) 

Moje Kochane Gryzonie :)


czwartek, 6 czerwca 2013

Zębuszkowo

Znów płaczliwie, znów marudnie, a w dodatku jestem strasznie senna.
 Albo zmienia się ciśnienie ... 
albo kolejne ząbki pchają się chłopcom na świat, 
a ja po prostu niedospana jestem. 
Znaczy się ja niedospana jestem na pewno, tylko czemu chłopcy tacy marudni? 
Chyba jednak ząbki ... 
laczki moje już z pięć razy ratowałam przed pożarciem ... 
palec od stopy również stał się celem ataków ... 
chyba będę musiała coś zaradzić ... albo nie.
 Jak nie będą chcieli spać, to wtedy. 
Mają te moje Kropelki najmniejsze po ząbku jednym, 
gryzami obdarowują boleśnie każdego kto nie zdąży skryć się sprytnie przed małymi gryzoniami.
 Ba, nawet drzwi do przedpokoju zamknęłam,  
bo wiadomo że jako gryzak nie gryzak, lecz but - kalosz najlepiej lub tatowy adidas najlepszy ... ale matka zła ze mnie i na takie rarytasy dzieciom nie pozwalam :D
 A co!
 Niech wiedzą że nie wszystko dla nich ... 
a na razie marchewka i niech marudzą. 
A gdy będzie bardzo źle, mam schowane coś na ząbkowanie :)
Jesteście ciekawi co moim chłopcom pomaga? 
I to pomaga bardzo szybko?
Zajrzyjcie TUTAJ :)

wtorek, 7 maja 2013

Z mrówką w kieszeni

Kocham Wiosnę! 
Bardzo kocham Wiosnę! 
To zdecydowanie moja ulubiona pora roku. 
Nie jest za ciepło, nie jest za zimno, 
słonko grzeje, wokół słychać świergot ptaków ... 
jest pięknie! 

Nie zraża mnie to, 
że Janek płaczliwy cierpi bo nie che mu wyjść ząbek,
 nie zraża mnie gorączka Oluni która dziś ją napadła
 i opuścić nie chce, 
nie zraża polowanie Oskara na wszystkie kamyki i gałązki, 
które zacięcie próbuje do buźki sobie wsadzić. 
Nie zraża mnie nic. 
No może oprócz stanu konta w banku - ale tam po prostu nie patrzę i póki nie muszę - nie myślę.
 Ale tak to jest. 
ZUS już o mnie dawno zapomniał, 
a GOPS jeszcze ma czas,
 a co. 
Im się nie spieszy. 
Ale nic to! 
Dziś mówię - mam to gdzieś! 
Jakaś moc mnie napadła - jakieś opętanie! 
Siedziałabym od rana do wieczora w ogródku, 
kopała, trawę rwała, pokrzywy przeklęte z ziemi wyciągała, mrowiska wszelakie w ogrodzie znalezione niszczyła 
(bo mrówki są tym, czego matka się boi najbardziej, bo uczulona jest niestety). 
Złośliwe bestie czają się, 
czyhają na mnie w tym roku pod każdym kamieniem, 
pod każdym krzaczkiem! 
Są wszędzie!
 Czarne, czerwone, malutkie i te większe, czyhają by mnie dopaść, by  nie postrzeżenie wdrapać się do kalosza, 
pod rękawice,
 w nogawkę spodni
 i kąsać i gryźć i męczyć 
- powodując u mnie ból okropny i opuchliznę wielką krwiście czerwoną, gorącą, palącą wręcz skórę. 
Ale nie dam im się! 
O nie!  

Zna ktoś jakiś humanitarny sposób by pozbyć się owych z mego ogrodu? Piszcie, proszę! Błagam wręcz, klękając na klawiaturę i głową bijąc o monitor. 

Jak uda mi się cyknąć fotkę, 
to pokażę Wam innych moich ogrodowych domowników. 
Jaszczurki.
Kocham je miłością platoniczną, 
uwielbiam na nie patrzeć, obserwować, 
ale łatwe to nie jest, 
bo szybkie i zwinne spryciule przemykają szybciutko pomiędzy trawami i kamieniami chowając się przed wścibskimi oczami. 
Są z nami odkąd pamiętam i mam nadzieję, 
że będą z nami zawsze. 

Czas spać. 
Chłopcy nakarmieni śpią u nas w łóżku, 
nie wiem, może uda się ich wynieść ... 
pojedynczo - bo do jedzenia wstali wspólnie 
i matka na raz obu nakarmić musiała 
coby reszta rodziny pobudzona wrzaskiem piskląt moich małych nie została. 


Dobrej nocki!

sobota, 4 maja 2013

Z ząbkiem w tle :)

Odsłonięta roleta daje nadzieję na piękny - ciepły dzień.
 Za oknem piękne słońce i ani jednej chmurki. 
Siedzę, popijam kawę, 
zastanawiam się jednocześnie czym zaskoczy mnie dzisiejszy dzień. 
Dwa dni nie było mnie tutaj. 
To były dwa dni walki. 
Walki z wybijającym się ząbkiem Oskara i ząbkową wścieklizną Janka. 
Nie było źle. 
Ba mogę powiedzieć że było nawet dobrze. 
W użyciu wszystkie gryzaki, ręce, stopy i co tylko po drodze moim chłopcom się nawinęło pod rękę. Dentinox sprawdza się dobrze a i Ibuprom pomagał załagodzić sytuację. 
Było płaczliwie, było głośno i marudnie, ale jakoś tak znośnie. 
A może wiedząc co mnie czeka nastawiłam się już szybciej na to że będzie tragedia 
i dlatego podchodzę do tego tak spokojnie?
 Co mogłam pomóc - to pomogłam. 
Jak mogłam ulżyć tak ulżyłam. 
Minus wyszedł jeden ale ogromny - dwie noce chłopcy spędzili u nas w łóżku. 
Nie miałam siły wstawać co pół godziny, uspokajać, lulać tulić i odkładać. 
A u nas w łóżku jakoś tak spokojniejsi byli i szybciej można było załagodzić sytuację.
 Konsekwencje są mi znane. 
Tak, wiem - będą problemy żeby odłożyć, będą chcieli spać z nami, nie będą chcieli spać w łóżeczkach ... mam tylko nadzieję  że nie będzie tak źle. 
Poradzę sobie i z tym. 
Jak zawsze. 
U Oskara część ząbka jest już widoczna. 
Przebił się więc teraz powinno być tylko lepiej. 
U Janka ząbka nie widzę,
 ale podejrzewam, że już w minimalnym stopniu też ujrzał światło dzienne, 
bo dziecko namiętnie pokazuje mi jęzorek, 
jeżdżąc nim zawsze po jednej stronie ust. 
Sprawdza, bada, zastanawia się co w buźce się zmieniło.
 Ja zmian nie widzę ale on je czuje. 
A ja? 
Piję kawę, spokojna, 
odpoczywam po nocy i rozmyślam o tym, 
co nowy dzień nam przyniesie. 
Myślę, że będzie dobrze. 
To słońce, to niebo - będzie dobrze! 
Na pewno będzie dobrze!


Życzę Wam miłego dnia:)
Tak optymistycznie i z odrobiną szaleństwa :)