Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ogród. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ogród. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 września 2017

Energia jesieni

Tegoroczna jesień, dała o sobie znać z przytupem. Już od początku września, wciąż siąpi deszcz, wciąż słońca, jak na lekarstwo, a i temperatury nie dają nam się porozpieszczać, oscylując, w dzień,  w granicach 15 - 17 stopni Celsjusza. Wokoło wciąż  jakoś tak mokro i smutno, aż chce się zakrzyknąć "Lato, wracaj do nas".  Wróci, tak jakoś za niecały rok pewnie, tymczasem trzeba radzić sobie jak co roku, z brakiem energii,  chęcią owinięcia się w kołdrę i obudzenia się późną wiosną. Z "nie chce mi się", "nie mam siły", "zmoknę", "zmarznę" i "dajcie mi spokój". 

sobota, 27 lipca 2013

Simo

Dalej chorobowo, ale bez gorączki już a i katar tak nie dokucza. 
Aspirator wciąż w użyciu, ale już na spokojnie, 
wieczorem tylko ćwiczę chwyty judo na dzieciach, 
by unieruchomić na chwilę i rurkę w nosek wsadzić ... .
Kaszelek za to się przypałętał, ale myślę że z nim poradzi sobie syrop prawoślazowy. 
Idzie ku lepszemu. Na szczęście.
Wczoraj było już we mnie tyle złości, tyle nerwów, że w końcu wygnałam dzieci na dwór. 
Nie poszłam, nie wyprowadziłam, otworzyłam drzwi i rzekłam sio!
Pomogło. 
Złapałam oddech, uspokoiłam się ciut, i najważniejsze -
dzieci przestały płakać, marudzić, bić się, popychać, zabierać sobie zabawki
 i robić po prostu na złość. 

poniedziałek, 22 lipca 2013

Uwaga! Kleszcz!

Zielone łąki, lasy kuszące ciszą i spokojem, wypoczynek nad jeziorem, piknik w parku - tak przeważnie spędzamy latem czas wolny.  My ostatnio spacerowaliśmy po lesie i jak wiecie do domu wróciliśmy z niechcianym bonusem w postaci kleszcza. 



niedziela, 7 lipca 2013

Gdy mama odpuści ...

Matka dziś swym lenistwem porannym plana jeziornego popsuła. 
Wstyd!
 Planowaliśmy z samego rana jechać, 
żeby blisko wody miejsce zabukować i wśród ludzi dzieci nie szukać,
 ale ja noc przesiedziawszy i po trzeciej nad ranem zasnąwszy nie do życia byłam z rana.
 Mogliśmy oczywiście jechać zmieniliśmy jednak plany i do ogrodu z ferajną uciekliśmy.
 Dzieciaki szalały na zmianę w basenie, na ślizgawce, na kocu, na trawie,
 tata pełnił dyżur przy grillu, a ja?
 Przez pierwszą godzinę skakałam nad dziećmi kwocząc
 (nie wolno, nie ruszaj, nie rób, siadaj, stój, nie to, nie tak ... wiecie pewnie o co chodzi :D)
 w końcu zrugana przez męża że siadać mam i relaksować się a nie zabawę psuję - odpuściłam.
 I dobrze :)
 Swoim kwoczeniem tylko zabawę dzieciom psułam, 
a że pralka pełna ciuchów, w których pociechy do wody weszły
 po czym wesoło po ogrodzie zaczęły latać skutecznie mieszając je z błotem - nie ważne.
Skapitulowałam więc w końcu, rozebrałam i pozwoliłam rządzić mojemu M. 
Jak mu to wyszło?
Do domu przyszliśmy dopiero przed 19.
 W międzyczasie był grill, ciacho i kawa wypita w towarzystwie przemiłych gości którzy spacerkiem przechodząc i do nas zawitali, była woda, słońce, zieleń było super! 
Chciałam kliknąć fotki ciasta. Niestety. Nie zdążyłam :P
Może następnym razem od fotki zacznę, 
a potem zaczniemy degustować ...
Zdjęć zrobiłam mnóstwo, 
jednak po dokładnym obejrzeniu doszłam do wniosku, 
że muszę wprowadzić cenzurę :) 
Ale co tam! 
Najważniejsze że dzieci szczęśliwe!
Dzisiejszy obiad funduje tata :P
Proszę nie przeszkadzać! Ja tu się bawię!
Ależ ja kocham ogród! I grilla! I ketchup!!
Że nie zdrowo?
Ale za to jak smacznie!
Z której to strony wchodziło się do góry?
Brat próbował to i ja chcę!
Powiedzieć mamie że próbowałem pić wodę?
A najlepszym potwierdzeniem dobrej zabawy jest chyba widok moich dzieci
 o godzinie 19.30 :P

Olunia zasnęła zaraz po powrocie do domu.
Chłopcy dali radę jeszcze przy piersi pięć minut pociamciać i też padli :)
Roksanka tylko, twardziocha, do 21 wytrzymała :))

sobota, 29 czerwca 2013

Sia la la

Zapach świeżo skoszonej trawy pieści moje nozdrza. 
Noc, świeża trawa, świerszcze ... czegóż chcieć więcej? 
Jest pięknie. 
Wypoczywam napawając się tym aromatem, tym niebem usianym gwiazdami, tą ciszą. 

Maluszki śpią.
 Do południa szalały w ogrodzie, mąż biegał wokół domu z kosiarką, a ja wypoczywałam pieląc i czyszcząc wokól roślinek moich kochanych.
 Tak.
 Mnie ostatnio pielenie wycisza. 
Pozwala wypocząć, zrelaksować się, wyciszyć. 
Po południu za to postanowiliśmy zaszaleć :D
Zosawiliśmy dzieci siostrze, która w odwiedziny na weekend wpadła i pojechaliśmy do mista.
 Na zakupy pojechaliśmy.
 I choć kwiatków do wsadzenia nie kupiłam, a chciałam, to i tak jestem mega szczęśliwa. 
W sumie to chyba paskudnie brzmi :D
Ale naprawdę wypoczęłąm w ciągu tych dwóch godzin.
 Mimo że tylko po spożywkę jechaliśmy i nieszczęsne kwiatki ... to i tak się cieszę. 
A może to kwestia tych bucików, co 20 zł w Deichmanie kosztowały i skusiły mnie ... 
no głównie tym że sandałów miałam deficyt w liczbie sztuk zero a teraz w końcu mam
 i tym że wysokie, że obcas porządny ...
 i nic to że obcierają, o czym przekonałam się w domu, bo dawno na tak wysokich obcasach nie chodziłam, nic to że takie "laczkowe" (czytaj - bez paska na piętę) kupiłam, ale mam!
 I się cieszę! 
A to mąż mi taką okazję wynalazł.
 Ostatnią parę, jedna jedyną i w rozmiarze moim. 
A cena pod butem 79 :D. Jestem mistrzynią! I czuję się Mega!
A że mega mistrzyni jest mega śpiąca to i dobrej nocki Wam życzy, buziaki przesyłając i idzie śnić :D 
O nowych butkach :))

Ps.
Wracając ze sklepu napatoczyłam się na młodego chłopaka.
 Pani Moniko, ale pani dziś ładnie wygląda!
 Tak mi powiedział!
 A ja w starej kurtce, zmechaconych rurkach i tych butach właśnie ...
 czyli to te buty! 
One mają moc!
Tylko jeszcze nauczyć się chodzić ... 

Ps 2. 
Chyba jestem nienormalna, że się z pary butów tak cieszę, ale nie będę się tym zbytnio zadręczać. 
A co mi tam :)

niedziela, 9 czerwca 2013

Sobotnie zabawy :)

Ach, co to była za sobota :)
Od rana na chodzie, pełną parą, byle szybciej :) 
Do dwunastej miałam czas by poprać, posprzątać, i zrobić wszystko to, co robi się w soboty :)
Jako że mąż mój dziś do 14 w pracy siedział, średnio mi to wyszło
, bo mama daj, mama am, mama kupa, mama to, mam tamto, 
a tu miotła, ścierka, gąbka ... i tak biegałam z kąta w kąt wszystko zaczynając a kończąc niewiele ...
 o dwunastej był już po nas Tato mój, zabierając nas w odwiedziny do siebie :)
 Ja to mam dobrze :) 
Nie dość że się goszczę, to jeszcze przyjeżdżają po mnie :P
Byliśmy więc u rodziców, a że pogoda ładna, gorąco, słonecznie, to wspólnie na działkę wyruszyliśmy by wśród zieleni po południową kawkę wypić. 
Dzieciaczki wyszalały się po wszystkie czasy, wyskakały, wybiegały ... 
Janek próbował oswoić się z trawą, próbował dzielnie i nawet odważył się po niej poraczkować
. No, raczkowaniem tak na prawdę bym tego nie nazwała bo bardzo się starał, by kolana jego ziemi i trawy nie dotykały. 
Widok był przekomiczny! 
Oskar zaś z uporem maniaka próbował dostać się do piaskownicy lub do oczka wodnego. 
Ma nawet za sobą próbę wejścia po schodach!
Próby wejścia na trampolinę nie musieli robić, bo okazało się że jeden i drugi doskonale to potrafią i bez prób, za to w tempie dla mnie osobiście nie do przyjęcia :)
W domu byliśmy przed dziewiętnastą, ale tylko w cudzysłowiu, 
bo zaraz kosiarka poszła w ruch i ogródek nasz próbowaliśmy do ładu jakiegoś doprowadzić
. Chłopcy w tym czasie starali się skosztować kamieni, trawy, piasku i koniczyny na zmianę, dziewczynki zaś biegały, szalały - jak to one :) 
Olunia na boso,
 Roksanka z doniczką na głowie
 i tylko żałuję że telefonu ze sobą nie miałam, tak przekomicznie wyglądały :) 
Do domu dopiero około 21 wróciliśmy, by szybką kąpiel maluchom organizować, nakarmić je i ululać. Teraz śpią, wyganiane, wyhasane ... i oby spały już do rana :)
Olunia
Roksanka
A Wam jak minęła sobota? 


Janek próbuje oswoić się z trawą :)
 Dla złagodzenia przeżyć najlepsze jest oczywiście ciasteczko :D



Dziewczynki szalały na trampolinie :)


Dzięki temu, przy małej pomocy Cioci Agi
nawet Ola sprawnie boksowała

Wujek Adaś udostępnił dziewczynom worek treningowy
I instruował je jak należy na nim ćwiczyć

Chłopcy jakwidać zadowoleni :)
I mimo że Janek siedzi nie dotykając nogami podłoża ...
To jednak siedzi na trawie i się cieszy :D

I po co zatrudniać masarzystę?
Ogrodowe Spa wita!
Kącik z oczkiem wodnym :)
Mimo że malutkie to nawet rybki pływają :)


Ja wchodzę ...!
Drzemka w czasie powrotu do domu nie trwała długo,
ale w sam raz,
by zregenerować siły przed wypadem do ogrodu :)



niedziela, 12 maja 2013

Tak na szybko!



Tyle chciałam napisać, tyle liter w głowie, ale nie napiszę bom na zegar spojrzała! 
Wpół do drugiej w nocy, dzieci śpią, 
a mama zamiast działać na innych blogach się zasiedziała i miło było i ciekawie ... 
ale spać kiedyś trzeba :) 
Zamiast więc pisać fotki pokażę, one najlepiej obrazują jak nam dzionek minął. 
Mam nadzieję że mi wybaczycie :)


Napiszę tyle, że było  wesoło, mokro, błotniaście, słonecznie i przebierać się trzeba było, i wyścigi się działy i wogóle ... 
dzień jak co dzień, czyli szał :)

Sąsiad mi chyba źle życzy ... 
albo dobrze ... 
sama nie wiem jak na to patrzeć ... 
no powiedział że teraz za każdym razem o dwa dzieciaczki więcej będę rodziła ... 
czyli w kolejce czworaczki? 

Nieee!! 
Wybaczcie :) 
Będę cieszyła się tymi które już mam. 
Jest super, niech inni też się starają i powiększają rodziny! 
No wyjdzie w końcu na to, że moje dzieci  na emerytury dla połowy kraju będą pracować :D 

Musiałam się wyżalić ... ehh ci sąsiedzi :D










Dobranoc :)

wtorek, 7 maja 2013

Z mrówką w kieszeni

Kocham Wiosnę! 
Bardzo kocham Wiosnę! 
To zdecydowanie moja ulubiona pora roku. 
Nie jest za ciepło, nie jest za zimno, 
słonko grzeje, wokół słychać świergot ptaków ... 
jest pięknie! 

Nie zraża mnie to, 
że Janek płaczliwy cierpi bo nie che mu wyjść ząbek,
 nie zraża mnie gorączka Oluni która dziś ją napadła
 i opuścić nie chce, 
nie zraża polowanie Oskara na wszystkie kamyki i gałązki, 
które zacięcie próbuje do buźki sobie wsadzić. 
Nie zraża mnie nic. 
No może oprócz stanu konta w banku - ale tam po prostu nie patrzę i póki nie muszę - nie myślę.
 Ale tak to jest. 
ZUS już o mnie dawno zapomniał, 
a GOPS jeszcze ma czas,
 a co. 
Im się nie spieszy. 
Ale nic to! 
Dziś mówię - mam to gdzieś! 
Jakaś moc mnie napadła - jakieś opętanie! 
Siedziałabym od rana do wieczora w ogródku, 
kopała, trawę rwała, pokrzywy przeklęte z ziemi wyciągała, mrowiska wszelakie w ogrodzie znalezione niszczyła 
(bo mrówki są tym, czego matka się boi najbardziej, bo uczulona jest niestety). 
Złośliwe bestie czają się, 
czyhają na mnie w tym roku pod każdym kamieniem, 
pod każdym krzaczkiem! 
Są wszędzie!
 Czarne, czerwone, malutkie i te większe, czyhają by mnie dopaść, by  nie postrzeżenie wdrapać się do kalosza, 
pod rękawice,
 w nogawkę spodni
 i kąsać i gryźć i męczyć 
- powodując u mnie ból okropny i opuchliznę wielką krwiście czerwoną, gorącą, palącą wręcz skórę. 
Ale nie dam im się! 
O nie!  

Zna ktoś jakiś humanitarny sposób by pozbyć się owych z mego ogrodu? Piszcie, proszę! Błagam wręcz, klękając na klawiaturę i głową bijąc o monitor. 

Jak uda mi się cyknąć fotkę, 
to pokażę Wam innych moich ogrodowych domowników. 
Jaszczurki.
Kocham je miłością platoniczną, 
uwielbiam na nie patrzeć, obserwować, 
ale łatwe to nie jest, 
bo szybkie i zwinne spryciule przemykają szybciutko pomiędzy trawami i kamieniami chowając się przed wścibskimi oczami. 
Są z nami odkąd pamiętam i mam nadzieję, 
że będą z nami zawsze. 

Czas spać. 
Chłopcy nakarmieni śpią u nas w łóżku, 
nie wiem, może uda się ich wynieść ... 
pojedynczo - bo do jedzenia wstali wspólnie 
i matka na raz obu nakarmić musiała 
coby reszta rodziny pobudzona wrzaskiem piskląt moich małych nie została. 


Dobrej nocki!

niedziela, 5 maja 2013

Pracowicie :)

Piękny słoneczny wczorajszy dzień tchnął siłą, optymizmem i nadzieją. 
Pranie, suszenie, pranie ... porządki i ogród ... 
tak w skrócie minął nam wczorajszy dzień. 
Leniwie nie było :) 
Ale było bardzo przyjemnie. 
Nic na siłę. 





















O dziwo - chciało mi się! 
Słoneczko cieplutkie, świergot ptaków, zieleń traw i uśmiech dzieci dawały motywacje by robić więcej i więcej. 
Był i spacer i zabawa, 
matka za szpadel chwyciła i nawet troszkę w ogródku przekopała 
a zadanie to nie lada bo wszędzie te przeklęte korzenie pokrzywy 
- dłuugie, plączące, siejące to paskudztwo po całym ogrodzie. 
Pracy jeszcze co nie miara, zrobione malutko, ale zawsze ciut więcej ... zawsze ciut bliżej. 
Choć tak prawdę mówiąc to wciąż dalej niż bliżej ... ale to nic. 

 



















W ogrodzie nie zrobiłam wiele - mój pomocnik postarał się bym była czymś innym zajęta. 
W końcu poddałam się - gdy mały wsadził do buźki grudkę ziemi ... nie zdążyłam złapać :(. 
Ale za to jak się cieszył jak mama buźkę płukała. 


W głos się hihrał! 
Chyba cieszył się, że w końcu udało mu się mamę wykiwać. 
Janek za to przespał cały pobyt na dworze. 
Jak prawdziwy facet naciągnął kapelusz na twarz i już go nie było :) 
Kocham takie dni pełne słońca i energii, dające siłę i nadzieję, pozwalające marzyć. 
Jeden tylko mały zgrzyt, malutka zadra w sercu powstała, 
co za kilka dni zginie, 
albo zostanie przeniesiona w inne miejsce, głęboko ukryta, 
by nikt nie widział. 
Ale to takie moje marudzenie. 
Nie istotne, nie znaczące. 
Nie ważne. 























Ale ale!
 Taki wczoraj miałam dzień, że o 22,00 razem z dziećmi już smacznie spaliśmy. 
Tak. Padłam dzieci usypiając. 
Bez FB i bez bloga. 
Bez konkursów ba, nawet bez wieczornej kolacji i rytualnej wieczornej herbatki z melisy 
co od środka rozgrzewa, uspokaja i wycisza. 
Padłam po prostu i tylko na karmienia ślepka otwierałam, 
by nakarmić i dalej się oddać błogiemu nic nierobieniu.
 By oddać się w objęcia morfeusza i spać, spać, spać. 
A dzisiaj? Dziś to się jeszcze zobaczy :) 
Żałuję tylko że to niedziela, bo szpadel kusi woła - choć do mnie. 
Nie chce mi się lenić, nie mam po czym odpoczywać. 

Ja chcę działać, 
chcę coś robić, 
potrzebuję!

wtorek, 30 kwietnia 2013

Prania cztery sznury i korzeń pokrzywy.

Dzisiejszy dzień minął nam pracowicie. 
Przedpołudnie - wiadomo,
 pranie, sprzątanie, gotowanie, mąż był na zakupach w L. 
Dzień jak odzień. 
Po południu za to troszkę podziałaliśmy w ogródku.
 Troszkę, bo Oskar co chwilę płakolił, Roksanka ze stanem podgorączkowym 
a i chłodem wiało nieprzyjemnie , ale co zrobione - to nasze. 
Prawdą jest, że teraz ogród wygląda jeszcze gorzej, ale to przez paskudne pokrzywy, kreta i psa. 
Najgorsze miejsca przekopujemy, pokrzywy i ich dłuuugie korzenie wyciągamy, 
więc póki co nie wygląda to ciekawie. 
Ale mam nadzieję że choć w małym stopniu uda nam się doprowadzić go do ładu.
 Mąż dziś wkopał i zacementował mi nowe słupki do linek na pranie 
(Dziękuję Tatusiu!! :) ) 
więc mam nadzieję niedługo zacząć już pranie w ogrodzie wieszać. 
W końcu. 


Przy moich maluchach pranie generuje się w tempie zastraszającym, 
a suszenie na malutkiej suszareczce przenośnej ...
 zajmuje więcej czasu, mniej mogę zmieścić, 
przez co zawsze sterta rzeczy do prania przewyższała tą wypraną. 
Mam nadzieję, że to się zmieni :)
Warzywa i tak w tym roku chyba jeszcze poczekają, 
ale marzy mi się, żeby chociaż w małym stopniu ogród do ładu doprowadzić. 
No chyba że chłopcy pozwolą to i warzyw troszkę wsiejemy. 
Kto wie - może się uda ...

Swoją drogą, wiecie jak moje łobuziaki reagują na otwarcie drzwi na dwór?


Prawda że super? 
Najpierw nieśmiało, niepewnie, 
ale coraz bliżej, z coraz większym uśmiechem ...
 i już - jesteśmy! 
W magicznym świecie piasku, trawy, robaczków i kamieni. 


To dla nich nowy świat - świat, który dopiero muszą poznać!
I już czuję, że będzie ciekawie. 


Te uśmiechy mówią same za siebie :)
Będzie się działo ...

piątek, 26 kwietnia 2013

Wiosenne trawy mycie ...

Tato, idźmy szybko do ogródka! 
Tak wczorajszego popołudnia Roksanka przywitała Męża, 
który wszedł właśnie do domu po skończonej pracy. 
Może poźniej kochanie,  obiadek chociaż zjem i kawę wypiję. 
Zjedliśmy obiad, zasiedliśmy do kawuni i zaczęliśmy sbie o pierdołkach rozmawiać gdy Roksanka jak Burza wpadła do pokoju. 
Tato! - wrzasnęła, 
Proszę natychmiast iść umyć trawę! 
Ja chcę w końcu nasionka posadzić! 
No to klops. 
Nie dość że nasz ogród wygląda jak pobojowisko,
 bo późną jesienią nasza sunia spędziła tam kilka dobrych tygodni ze swoimi młodymi 
- dziur więc pełno, kamieni, porwanych starych zabawek ... 
to jeszcze trawę każą nam myć.
 Mąż oczywiście musiał udzielić za owy wrzask reprymendy, 
bo nie tak się rozmawia, a owo żądanie wprost do niego było skierowane, 
jednak łatwe to nie było, gdy za plecami słyszał mój dziki chihot, 
który chociaż poduszką próbowałam zagłuszyć by karcenie było skuteczne. 

No co się dziwił że się śmiałam? 
A wyobrażacie sobie dorosłego faceta, który siedzi na kolanach w ogródku ze ściereczką 
i każde źdźbełko trawy ściereczką delikatnie pucuje? 
Jako że u mnie wyobraźnia rozbudowana - to taki właśnie obraz stanął mi przed oczami 
gdy usłyszałam owy dziecięcy wrzask. 
Nie mogłam, po prostu nie mogłam się powstrzymać od śmiechu. 

Swoją drogą nie wiem czy uda nam się w tym roku ogród do ładu doprowadzić. 
Nie dość że pieski swoje zadziałały - to jeszcze kretowisko na kretowisku na dniach się porobiło 
a i w trzech miejscach zauważyłam skupiska czerwonych mrówek. 
Pracy więc przed nami wiele, bo jeżeli latem chłopców będę chciała puścić, 
to musi być w miarę równo 
- a o mrówkach (na których jad zresztą uczulona jestem) nie może być mowy. 

Nie wspomnę już nawet o jakichś warzywach ... 
ale żeby chociaż dzieci miały gdzie się bawić, to już było by super. 
A dziś szaro i buro i pada ... i znowu prace w ogrodzie będą przełożone na później. 
Żeby chociaż chłopcy w wózku chcieli siedzieć to bym i sama poszła, a tak? 
Gdy każde dzieciątko w swoją stronę goni i każde gdzieś indziej ucieka,
 to ciężko cokolwiek na podwórku zdziałać ... . 

A tak bym chciała ...