Potwory, które czają się pod łóżkiem, pająki na ścianie. Pszczoła siedząca na kwiatku, który chcieliśmy zerwać, gałąź w wietrzne dni uderzająca o szybę. Ciemna noc. Hałas na schodach. Rzeczy duże i małe. Uczucia silne lub słabe, ale zawsze ważne, zawsze potrzebne. Jak sobie z nim radzić? Jak pomóc dzieciom pogodzić się z tym, że to czują? Jak wytłumaczyć, że to nie wróg a przyjaciel, który przestrzega i chroni?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fobie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fobie. Pokaż wszystkie posty
środa, 5 sierpnia 2015
czwartek, 11 lipca 2013
Mam czasem takie sny ...
Jest piękny, letni wieczór. Słońce zachodzi, ukazując fragment nieba, oblany szkarłatem i purpurą. Gdzieś w trawie słychać letni koncert świerszczy. Trawa szumi, szumią drzewa w lesie nieopodal. W oddali widzę palące się drzewa. Jest gorące lato, pożary lasów to norma. Namaluj mi ten ogień - prosi mąż.
Stoję z blokiem, w ręku trzymam paletę pasteli i przygryzając jedną z nich zastanawiam się, jak uchwycić to piękno, ten kolor. Jak na kartce papieru utrwalić ruch płomienia.
Obracam głowę.
Płomienie ognia skaczą już po ogrodowych drzewach. Z korony, na koronę, z drzewa na drzewo.
Matko!
Mój Dom!
Rzucam wszystko i biegnę - ile tchu w piersi, ile sił w nogach biegnę do domu, do dzieci. Kłęby dymu utrudniają oddychanie, płuca palą żywym ogniem. Zasłaniam ręką łzawiące oczy, dym jest już wszędzie. Mijam gospodarstwo ... w biegu wykrzykuję tylko błędne imię gospodyni i biegnę dalej. Przez głowę przelatuję skrawek myśli - tak tam ciemno ... Mijam dom sąsiadów. Chcę podbiec, zapukać, krzyknąć, by się ratowali - kątem oka zauważam męża. Biega z wiadrami pełnymi wody polewając schody. U góry są dzieci. Wbiegam po dwa stopnie, łapię Olunię, która trzyma się kurczowo poręczy.
Roksana! Chodź szybko!
Krzyczę do dziecka, które po tylko sobie wiadomą rzecz chce wrócić do pokoju.
Łapię za rękę i schodzimy!
Szybko! Weź chłopców!
Krzyczę do męża w biegu, próbując z płonącego domu wydostać moje dziewczynki.
Spocona, z bijącym za szybko, za mocno sercem zrywam się z łóżka.
Roztrzęsiona ręka sama wędruje do piersi, próbując uspokoić to dudniące głośno serce.
To był sen.
Rozglądam się po domu.
Boże!
To był tylko sen!
Serce wciąż dudni, nie uspokoi się, dopóki nie sprawdzę co z dziećmi.
Zaglądam do pokoju. Słyszę ich miarowe oddechy.
Olunia, jak zwykle rozkopana z nogami rozrzuconymi po całym łóżku
przekręca się na drugi bok. Przykrywam ją delikatnie kołdrą,
głaszczę po głowie. Roksance z pod kołdry wystaje tylko czubek głowy.
Głaszczę ją po włosach, uśmiecha się przez sen ...
ciekawe, co jej się dzisiaj śni ...
Oskarek śpi w nogach łóżeczka.
Tak, jak on tylko potrafi, z nogami pod sobą klęcząc z pupą do góry wypiętą śpi słodko, oddycha powoli. Janek co chwila się wierci.
Przez sen, niespokojnie, szuka ustami maminej piersi.
Pewnie za chwilę się obudzi ... .
Robiąc obchód po domu zaglądam we wszystkie okna,
sprawdzam czy nigdzie nie widać płomieni.
Wychodząc na balkon, głęboko wciągam powietrze.
Jest świeże. Jest rześkie. Bez dymu.
Za plecami słyszę coraz głośniejsze marudzenie Janka.
Obudził się. Stoi w łóżeczku, wpatrując się w drzwi. Czeka na mnie.
Siadam z nim na łóżku i po chwili zasypia, wtulony w mamine ramiona.
Moje serce powoli się uspokaja, choć jeszcze długo nie będę mogła zasnąć.
Jak dobrze, że mieszkamy na parterze. jak dobrze, że to był tylko sen.
A jakby to była prawda?
We śnie nie ostrzegłam sąsiadów.
Minęłam ich domy.
Bałam się, że nie zdążę do dzieci, że nie uratuję ich, że spłoną.
Potencjalnie - skazałam ich na śmierć.
Co bym z robiła w rzeczywistości?
Jak bym się zachowała?
Dokąd wybiegłabym z dziećmi?
Gdzie było by bezpiecznie?
Jeszcze długo nie mogłam zasnąć, rozmyślając o tym, co by było gdyby.
Po głowie przetaczała się burza myśli analizując cały sen w każdy możliwy sposób.
Dlaczego nie podbiegłam do sąsiadów? Dlaczego nie obudziłam, nie ostrzegłam?
Dlaczego wzięłam dziewczyny, nie szukając nawet chłopców?
Kogo ratować najpierw?
Jak ratować, jeżeli w domu zostałabym sama?
Jak zachować się, gdyby to nie był jednak sen?
Jak dobrze, że mieszkamy na parterze ...
Czemu nie zadzwoniłam po pomoc?
Gdzie miałam telefon?
Jeszcze teraz, choć nie śpię już od dawna, ten sen siedzi mi w głowie.
Czasem mam takie sny. Nie tylko o pożarze. Mam sny, z których zrywam się w środku nocy, zalana potem, z walącym sercem, łapiąc oddech, jak po długim maratonie.
Macie takie sny?
Budzicie się tak czasem?
Budzicie się czasem, czując nieodpartą potrzebą sprawdzenia,
czy z waszymi najbliższymi jest wszystko w porządku?
Zaglądacie w środku nocy do pokoju dzieci, by upewnić się że śpią spokojnie?
Sprawdzacie, czy na pewno zamknięte są drzwi? Czy zabezpieczyliście okna?
Czy wy też, tak czasem macie?
środa, 19 czerwca 2013
Mamo, boję się!
Mamy kolejną kąpiel bez płaczu!
Czyżby to już?
Udało się?
Mamy spokój?
Czy Oskarek w końcu zaprzyjaźnił się z wodą?
Zdecydowanie tak!
Wczorajsza wieczorna kąpiel była tak radosna, wesoła i "mokra" że już wszystkie chcę takie! Nie będzie już sztywnienia gdy tylko stópki dotkną wody!
Nie będzie wrzasku na widok brodzika!
Nie będzie wyrywania się, prób schowania się przed wodą w maminym dekolcie!
Nie będzie trzy sekundowych kąpieli!
Jak ja się cieszę!
Wiele z Was boryka się pewnie z fobiami waszych dzieci.
Boją się pralki, boją się wody, trawy, miksera czy kota.
Mają prawo!
To wszystko jest dla nich nowością i mają prawo się bać.
Każdy dźwięk, każde odczucie, każda twarz jest dla nich nowa.
Każdego dnia poznają świat, uczą się miliona nowych rzeczy i miliny bodźców na nie działają.
To wszystko jest nowe, obce, inne.
Co zrobić by nauczyć ich akceptacji?
By poznały, zaakceptowały i oswoiły się z tym, czego się boją?
Co ja zrobiłam, że Oskar przestał bać się wody?
Przede wszystkim, nic na siłę!
Zgadnijcie, jak oswajałam Oskara z wodą?
Co robiłam, gdy wyrywał się i nie chciał usiąść w wanience?
Nie sadzałam go. Po prostu. Ba, nawet nie stawiałam!
Po prostu nie kąpałam.
Nie, nie trzymałam dziesięć miesięcy brudnego dziecka w domu :)
Odkręcałam kran, brałam na ręce, moczyłam ściereczkę i bez wkładania do wody myłam. A w międzyczasie, tak mimochodem, to stópkę po strumień wody wkładałam, to rączkę, by poczuł lecz by nie zdążył się wystraszyć.
W pewnym momencie zauważyłam, że zamiast się wzdrygać, zaczyna go ciekawić co ta woda z rączką, z paluszkami robi, jak fajnie leci między palcami, jak trudno ją złapać.
Pozwalałam na takie zabawy, choć po takim myciu przeważnie wychodziłam bardziej niż on sam mokra.
Dziecko do wszystkiego musi się przyzwyczaić, musi się oswoić.
Kolejnym etapem, również długotrwałym było obserwowanie, jak reszta rodzeństwa pluska się w brodziku.
Kucaliśmy nieopodal, na "bezpieczną" odległość i patrzyliśmy. Ja co jakiś czas czerpałam ręką wodę z brodzika i polewałam nią nogi Oskarka.
Powoli oswajaliśmy się z brodzikiem, z wodą, z kąpielą.
Choć już na tym etapie myślę że mogłam próbować go sadzać, nie chciałam go spłoszyć. Chciałam, by sam odczuł potrzebę dołączenia do roześmianej, chlapiącej się gromadki.
Przez kilka dni, gdy inni się kąpali, kucałam z Oskarkiem na rękach przy samym brodziku. Starałam się przy tym, by jego stopy dotykały wody.
Tak, kusiłam dziecko zabawą!
Inni szaleli, chlapali się, śmiali się w głos, a on siedział u mamy na rękach i patrzył. I tylko namiastkę pozwalali poczuć.
I nastał w końcu ten dzień, gdy tak jak zwykle przy brodziku kucnęłam, a Oska wyrywać się zaczął. Zły na mnie, starał się sięgnąć do wody. Postawiłam go więc w brodziku, a on znieruchomiał - niespokojnie patrząc na stopy. Gdy Janek chlapnął wodą, Oskar próbował tak samo i ... usiadł. Pierwsza prawdziwa spokojna kąpiel była próbą. Janek posadzony jak najdalej, dziewczyny dostały zakaz chlapania (Tak, często kąpię dzieci razem!) a Oskar siedział z rękami nad wodą i tylko oczy miał ruchome. Do czasu aż mu gumowej krowy do brodzika nie wsadziłam :P
A później?
Później to już było z górki!
Wczoraj, po raz pierwszy, Oskar sam, dobrowolnie zaczął chlapać.
Ba!
Tak mu się to spodobało że i cała łazienka dostała.
Za karę! Za te dziesięć miesięcy bez przygód! Bez frajdy!
Bez radości z kąpieli!
Po wczorajszym wieczorze, mogę w końcu powiedzieć, że moje dziecko nie boi się wody.
Choć od trzech tygodni sadzany już był w wodzie,
to dopiero wczoraj zyskałam pewność.
I strasznie jestem z tego dumna!
Fobie, lęki, które nam wydają się błahostką, często dla dzieci są na prawdę dużym problemem. Nie bagatelizujmy go, nie ignorujmy ale pomóżmy przezwyciężyć.
Powoli, małymi kroczkami damy radę!
| Jestem wykąpany !! |
Subskrybuj:
Posty (Atom)
