.

.

Szukaj na blogu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wycieczka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wycieczka. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 4 czerwca 2013

Spacerkiem po linie

Gdańskie ZOO, oprócz standardowych atrakcji, ma dla zwiedzających ciekawą propozycję. W środku ZOO jest wyznaczony teren, na którym znajduje się Park Linowy. 

Niestety, możliwość skorzystania z niego, wiąże się z dodatkową opłatą.  Ceny zaczynają się od 10 zł w górę, ale np. maluszki (no tak od 3 roku życia myślę, sprawniejsze od drugiego) mają w cenie trzy przejścia. 

Ja dostawałam zawału na widok już tego toru dla najmłodszych o innych trasach nie wspominając.  Ale Roksanka szła dwa razy, mój brat szedł trasą dla początkujących (ale dla starszaków) i oboje byli zachwyceni i chcieli jeszcze ... tylko ja tak strachliwa jestem że zawału dostawałam na sam widok ... 

Pierwsze przejście zajęło Rosance ... około 20 minut!! Ale szła powoli, ostrożnie, za pierwszym razem cofnęła się, ale gdy wujek B. zapytał czy wobec tego kończymy, stwierdziła że to był tylko trening i jednak idzie dalej.

 Cała trasa dla najmłodszych jest do max dwóch metrów nad ziemią, zabezpieczona siatką, tak że nic się dzieciom nie stanie. Na miejscu czuwają instruktorzy, a rodzice mogą iść z maluszkami (opiekun idzie za darmo) co niektórzy rodzice robili :)

Trasa dla początkujących starszaków dla porównania jest dwa do ośmiu metrów nad ziemią o następnych poziomach nie wspomnę ... każdy przed wejściem przechodzi szkolenie pod okiem instruktora, i to on na prawdę decyduje, czy puści nas na daną trasę. Ma prawo odmówić, jeżeli widzi, że ktoś nie da rady. Instruktorzy są bardzo rzeczowi nie szczypią się z ludźmi. Byłam świadkiem, gdy młoda instruktorka ochrzaniła dorosłego mężczyznę za to, że nie użył na wejściu dwóch zaczepów! (Konieczne są podwójne!!) Ale wiadomo - bezpieczeństwo przede wszystkim!!

A oto kilka fotek :)

No dobra ... kilkanaście :P 

Przejście po sznurach (oczywiście zabezpieczone siatką :)) 
trasa maluchów
Jako przeszkody tu piłki (takie duże, jak do skakania) i hula hop ...
czyli idziemy pod i w środku ... trasa maluchów
Przejście z przeszkody do przeszkody i przepięcie zaczepów
 trasa dla początkujących
spacer po linie ...
 tu jakieś cztery metry nad ziemią  trasa dla początkujących
zjazd po linie to dla każdego frajda :) trasa dla początkujących
Chyba najwyższy punkt na trasie ... do ziemi 8 metrów ... 
To już fragment prawie przy końcu trasy dla początkujących
A to ja sama i Janek :) w tle Rodzice chrzestni Janka :))

Tu przejście po belce i tor przeszkód ... trasa maluchów
Tutaj lepiej widać przeszkody :) Roksanka super sobie radziła
 i była mega ostrożna :)
Trasa maluchów
Trasa z piłkami i Hula Hop ... oj nie jest to łatwa sprawa
Jeden z trudniejszych momentów, czyli przejście po siatce,
żeby dojść do następnej przeszkody trzeba ominąć piłkę ...
Z tą przeszkodą dzieci radziły sobie rewelacyjnie ...
to co widzicie to beczka, na trasie są takie dwie ...
zasada - przeczołgać się w środku, dla dzieci była jasna,
rodzice za to patrzyli z przerażeniem ... czy się zmieszczą
a górą przejść nie sposób bo siatka tak zaszyta, że tylko beczką dało radę ...
Moja zdolniacha na końcu trasy :)) 
Widzicie ten uśmiech? Ale wciąż skupiona :)
Musiałam dodać to zdjęcie,
jeden z etapów trasy dla zaawansowanych - przejazd rowerem !! po linie ...
bez komentarza ...
Wysokość od ziemi? Nie wiem ... może z dwadzieścia metrów ...
I co myślicie o takich atrakcjach? Puścili byście swoje dzieciaczki? A może sami byście poszli?
Jeżeli macie chęć odwiedzić Gdańskie ZOO, a wasze dzieciaczki uwielbiają atrakcje ruchowe, weźcie ze sobą więcej gotówki i zabierzcie dzieciaki do parku. Będą zachwycone!!

sobota, 1 czerwca 2013

ZOO!!!

Jaką niespodziankę zrobić dzieciom, gdy zabawek pełno, słodycze oklepane i pomysłów w głowie brak? 
Zabrać do ZOO! 
W dniu Bożego Ciała wybraliśmy się rodzinnie do ZOO w Gdańsku Oliwa. 
Było cudnie!
 Czas, jaki przeznaczyłam na zwiedzanie - czyli trzy godziny, zamknął się w rezultacie w godzinach pięciu. Czyli w sumie, z jazdą, nie było nas w domu prawie osiem godzin. 
Tak, pięć godzin spacerowaliśmy, oglądając, podziwiając, ciesząc oczy, dusze różnorodnością barw, zapachów i kolorów.
 Razem z nami wybrali się chrzestni rodzice Janka, oraz moje najmłodsze rodzeństwo. Pojechaliśmy na dwa samochody, 
za co wujkowi B. bardzo dziękujemy,
 bo bez niego, wycieczka zapewne by się nie odbyła ... 

Aaaa ... jeżeli o wycieczkach mowa, to wiele nie brakowało, byśmy te 60 km na piechotę wracali. 
Tak to jest jak kobieta auto zamyka.
 Zamknęłam je tak, że mąż, razem z najmłodszym bratem moim 
od strony bagażnika musieli się przeciskać, by auto od środka otworzyć ... 
i choć bardzo mnie kusiło by ów moment na zdjęciach uwiecznić to musiałam się powstrzymać coby śrubokrętem zaciukaną ze złości nie zostać :)
 Stałam więc potulnie jak trusia modląc się by auto udało się otworzyć ... ba, powiem więcej, i ja sama swój błąd naprawić próbowałam, 
co oznacza że leżałam w mojej mini w naszym bagażniku, 
próbując do bocznych zaczepów rękę przecisnąć. 
Swoją drogą to chyba mam szczęście, że mnie nikt wtedy fotki nie pstryknął :P 
A może pstryknął, tylko ja nie wiem ... 
nieeee ... zostańmy przy tym, że nie pstryknął, 
nie będę się bardziej stresować :) 

Zapraszam do obejrzenia ułamka fotek, które tego dnia powstały :)

Wokół wybiegów mnóstwo zieleni
Żułwie wygrzewają się na słoneczku
Urwiski :)
Oskarek






Przy surykatkach spędziliśmy chyba z pół godziny :)

Aaaa tak :) Do tego jegomościa musieliśmy się ciut cofnąć :)
Ale było warto :)


Roksanka z zaciekawieniem zerkała na zwierzęta :)
Pingwiny robiły prawdziwą furrorę :)
Roksanka uparcie szukała wśród nich Rico ...
Albo Kowalskiego chociaż ...

Tatuś i Synek :)



Daniele



Do biegu, gotowi, start!!


Alpaka :)
Chyba się zmęczyłam ...

Wielbłądy w czasie po południowej drzemki :)

Ta miniaturka zawsze mnie zachwyca :)





Mała Księżniczka :)
Małe co nie co :P